Menu

Współpraca

Zaloguj się

Jeżeli nie posiadasz jeszcze konta w naszym serwisie, zarejestruj się już teraz.
Zapomniałeś hasło? Kliknij tutaj.

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać na adres e-mail najświeższe wiadomości z naszej strony, wpisz go poniżej.

Artykuły

Nie ma takiego drugiego miejsca

Dodano: Piątek, 25 kwiecień 2008 / Ilość wyświetleń: 7366Wywiad z Rafałem Sonikiem, inicjatorem działań związanych z dokumentowaniem i archiwizowaniem historii i teraźniejszości Kasprowego Wierchu, pomysłodawcą powstania strony naszkasprowy.pl, organizatorem spotkań "Ludzi Kasprowego Wierchu" na Hali Kondratowej oraz dorocznych mszy świętych organizowanych na szczycie Kasprowego.

Rafał Sonik urodził się i mieszka w Krakowie. Z wykształcenia ekonomista, z zawodu przedsiębiorca krakowski, Prezes Zarządu firmy deweloperskiej Gemini Holdings. Jego zainteresowania to architektura, podróże, i sport - przede wszystkim narciarstwo oraz off-road (quady). Pięciokrotny Mistrz Polski w tej dyscyplinie. Prezes Zarządu Polskiego Stowarzyszenia Czterokołowców ATV Polska. Narciarz od dziecka.

Kiedy po raz pierwszy byłeś na Kasprowym ?

Tata zabrał mnie tam, gdy uznał, że na tyle dobrze radzę sobie na nartach, iż mogę poznać już dużą górę. To był rok 1972 lub 73. Miałem 5 lub 6 lat.
- Jak to się stało, że zacząłeś interesować się Kasprowym Wierchem w szerszym kontekście - jego historią, ludźmi Kasprowego, przemianami związanymi z tą górą, takimi, jak choćby budowa nowej kolei?

- Kasprowy był postrzegany przeze mnie i moich rówieśników jako miejsce szczególne już wówczas, gdy jako młodzi ludzie - uczniowie szkoły podstawowej, potem średniej - organizowaliśmy samodzielne wyprawy na narty. Byliśmy chyba ludźmi dość świadomymi; mimo młodego wieku czuliśmy, że nie ma żadnego innego miejsca w Polsce, z którym wiązałoby się aż tyle wrażeń, a z czasem wspomnień. Korbielów, Góra Parkowa w Krynicy czy Bukowina - wszystkie te miejsca były i są bardzo sympatyczne, ale pobyt tam nie dawał poczucia, że jest się w miejscu szczególnym. Kasprowy od najwcześniejszych lat był i dla nas mekką. Dawniej - w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych - w grudniu i styczniu jeździliśmy na Butorowym lub Gubałówce, ponieważ na Kasprowym warunki były ryzykowne - mnóstwo głazów, kamieni, można było zniszczyć narty, które wtedy dla nas - młodych ludzi - były czymś bezcennym. Młodzież tak szanowała narty, że nie wyobrażaliśmy sobie, by uderzyć nimi o kamień…Na Kasprowym zaczynaliśmy jeździć od lutego lub marca. Fakt, że tak długo czekaliśmy na ten wymarzony moment zimy, gdy można pojechać na Kasprowy i zaznać prawdziwego narciarstwa - z wichurą na grani, ledwie widocznym w zamieci płotem wzdłuż trawersu Cichej i pupą przymarzającą do krzesełka - czyniły to miejsce jeszcze bardziej wyjątkowym. Nie było tam nic "normalnego", wszystko było niezwykłe: stara kolejka, wystawanie w Kuźnicach od 5 rano, znajomości zawierane w kolejkach... W kolejce powstawały zupełnie nowe-specyficzne tylko dla tego miejsca-określenia! Na przykład "szlabanem" nazywało się osobę wyłapującą takich, którzy wpychali się do kolejki i blokującą im przejście...



- A czy dziś nadal Kasprowy jest miejscem szczególnym? W większości to, o czym mówisz, wiąże się z przeszłością.

- Nie znam w Polsce drugiego takiego miejsca, z którym wiązałaby się tak duża intensywność wspomnień. Są miejsca sentymentalne, jak Jurata, czy Ciechocinek, ale to nie to samo. Nie chcę tworzyć wrażenia, że Kasprowy przesłania świat. Nie chcę też popaść w ton patetyczny. Myślę jednak, że każdy, kto się dobrze nad tym zastanowi, dojdzie do tego samego wniosku - nie ma takiego drugiego miejsca, gdzie aż tylu ludzi zostawiło tak wiele wspomnień i emocji.
Gdy kilka lat temu, po chyba rocznej nieobecności spowodowanej pobytem za granicą, wróciłem na Kasprowy i zobaczyłem zmodernizowany wyciąg na Gąsienicowej - poczułem coś, co chyba można nazwać słownikową definicją odczucia ambiwalentnego. Zakręciła mi się łezka w oku nad starym wyciągiem, na którym - gdy się chciało z kimś pogadać, trzeba się było odwrócić i wykręcić narty, co nie było wcale łatwe. Pamiętam, że raz wyciąg się zablokował, trzeba było ściągać linę ze słupów. Niektórzy ludzie bali się skakać z dwóch metrów do głębokiego puchu... godzinami ich ściągali... To było obcowanie z naturą i- nienowoczesną już - techniką w trudnych warunkach. Świetne wspomnienie... Kiedyś, gdy czekaliśmy w kolejce do wyciągu, zapowiedzieliśmy, że osoby, które ustawią się za nami, to nasi bliscy znajomi... Kiedy dochodziliśmy po ponad godzinie do wyjazdu krzesełkiem, znajomych uzbierało się prawie czterdziestu!
Tak więc, gdy wróciłem po długiej nieobecności i zobaczyłem nowy wyciąg, pomyślałem: szkoda, było tak pięknie. Nowy wyciąg, mimo że komfortowy, nie ma duszy. A przecież właściwie można by te lata przeklinać, bo kolejki, bo czekanie... To ambiwalentne odczucie nadal się utrzymuje, gdy patrzę na nową kolej na Kasprowy. Niby się cieszę, z drugiej strony w starym wagoniku było jak w dobrze ułożonej kurtce albo garniturze, którego się nie chce zmieniać, bo jest wygodny.

Jaki jest cel twojej działalności związanej z Kasprowym Wierchem?

- Chciałbym spowodować, by ludzie, którzy wiele czasu spędzili na Kasprowym, zatrzymali się na chwilę i zastanowili nad jakością tego miejsca. Skłonić do refleksji, co wcale dziś nie jest proste. Zatracamy pomału tę zdolność... Relacje międzyludzkie na Kasprowym nie były i nie są zwykłe, są jakby "wyjęte" z ram konsumpcyjnego społeczeństwa. Tak naprawdę - mimo innych zgoła pozorów - jest to miejsce antykomercyjne. Wskazują na to pogłębione relacje - gdy ludzie, którzy w ubiegłym roku przyszli rano na mszę serdecznie się witali, a w wielu przypadkach były to spotkania po latach; lub gdy podczas spotkania na Hali Kondratowej ze łzami w oczach pokazywali sobie zdjęcia sprzed kilkudziesięciu lat. Kasprowy stworzył rodzinę. Nawet osoby, które kiedyś wypychały nas z kolejki, nie zostawiły w nas złych wspomnień. Należą do "rodziny".



- W sobotę na Kasprowym Wierchu odprawiona ma zostać msza święta, po której planujecie wykonanie pamiątkowej fotografii wszystkich obecnych. Do kogo skierowane jest zaproszenie na mszę?

- Do wszystkich. Nie chcę, by zabrzmiało to patetycznie, ale tak jak podczas Wigilii każdy zasiadający do stołu jest rodziną - nawet jeśli miałby to być przybysz - tak i na Kasprowym msza zgromadzi rodzinę. Zresztą - na Kasprowym nie ma anonimowego tłumu. Jeśli pojawi się obca osoba, to po kilku chwilach i tak okazuje się, że jest to znajomy znajomego, czyli "swój".

- Wraz z przyjaciółmi zamierzasz powołać organizację, by nadać bardziej zorganizowaną formę waszym działaniom. Czy możesz coś więcej na ten temat powiedzieć?

- Uważam, że są ku temu co najmniej 2 powody. Po pierwsze Kasprowy to miejsce stanowiące styk wielu potencjalnych konfliktów interesów, a więc istnieje szczególna potrzeba dialogu pomiędzy ludźmi reprezentującymi różne grupy: przedstawicieli kolei linowych, narciarzy, władz, parku narodowego, a także ludzi po prostu pozytywnie tym miejscem zainteresowanych. Tylko poprzez dojrzały dialog możliwy będzie dalszy rozwój choćby narciarstwa, czy turystyki.

- A ty do której z tych grup należysz?

- Byłem i jestem narciarzem, a mam zamiar zostać również "kolejarzem" - gdy Polskie Koleje Linowe zostaną sprywatyzowane, z pewnością kupię akcje.
Wracając do poprzedniego pytania - całe moje życie zawodowe koncentruje się na rozwoju, kreacji. Sprowadziłem do Polski kilka koncernów, m.in. British Petroleum. Rezultatem pracy mojego zespołu jest dotychczas ponad 120 różnych obiektów w całej Polsce. Kreacja jest istotą mojego zawodowego życia, a specyficzna forma kreacji w postaci działalności dotyczącej Kasprowego jest Tatrom potrzebna.
Drugim powodem, dla którego zamierzam powołać organizację, jest świadomość, że bez zaangażowania odrobiny czasu i pieniędzy ludzie, tworzący dużą wartość, z której korzystamy jako społeczeństwo - w jesieni życia są zapominani. Czesto pozostają bez środkow, bez radości. Warto sprawić, by te wyjątkowe osoby poczuły, że ich życie było ważne, że ono teraz ma dla kogoś znaczenie, że my to doceniamy. Dlatego robimy z nimi wywiady, nagrywamy i przygotowujemy niezwykły film, robimy zdjęcia, a z nich ułożyliśmy już pierwszą wystawę. Mam nadzieję, że już niebawem uda nam się stworzyć fundację lub stowarzyszenie działające na rzecz tych, którzy Kasprowemu, górom, narciarstwu, kolei linowej poświęcili życie.

Rozmawiała: Agnieszka Szymaszek