Menu

Współpraca

Zaloguj się

Jeżeli nie posiadasz jeszcze konta w naszym serwisie, zarejestruj się już teraz.
Zapomniałeś hasło? Kliknij tutaj.

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać na adres e-mail najświeższe wiadomości z naszej strony, wpisz go poniżej.

Artykuły

Coraz wyżej i szybciej

Dodano: Piątek, 20 lipiec 2012 / Ilość wyświetleń: 5717Pod Manaslu. Fot. Jarosław GawrysiakCel: startować w najtrudniejszych skialpinistycznych zawodach świata, takich jak kultowe Pierra Menta, czy Trofeo Mezzalama, i ścigać się z najlepszymi na świecie narciarzami wysokogórskimi. Plan na jesień: dokonać sportowego wyjścia na ośmiotysięcznik Cho Oyu i zjechać z niego na nartach.Andrzej Bargiel na co dzień trenuje najczęściej w rejonie Kasprowego. Portal naszkasprowy.pl był patronem medialnym jego niedawnej wyprawy na ośmiotysięcznik Manaslu.

Dachstein. Fot. Adam Kokot


Andrzej Bargiel ma 24 lata i na koncie rekord świata w międzynarodowym biegu na Elbrus - najwyższy szczyt Kaukazu oraz starty w zawodach skialpinistycznych rangi krajowej i międzynarodowej.
Pochodzi z małej miejscowości Łętownia k. Jordanowa. Ma 10 rodzeństwa. Nartami zainteresował się w szkole podstawowej. Jednak dyscypliną, którą wybrał nie jest narciarstwo zjazdowe, a narciarstwo wysokogórskie, czyli skialpinizm. Dlatego od kilku lat mieszka w Zakopanem.

Niektóre wyniki
2008 Pierra Menta Areches Cat junior 4/160
2008 World Cup Madonna de Campiglio Cat Junior 3/60
2009 World Cup Dachstein Xtream Espoir 3/60
2010 Pierra Menta Areches Cat. Senior 9/480
2010 Elbrus Race Cat. Senior 1/60

W 2010 roku Andrzej Bargiel zwyciężył międzynarodowy bieg na Elbrus (5642 m.n.p.m.), najwyższy szczyt Kaukazu, ustanawiając nowy rekord świata: 3h 23 minuty. Poprawił poprzedni rekord, należący do znanego na świecie rosyjskiego himalaisty Denisa Urubko, zdobywcy Korony Himalajów, o 32 minuty.

Na Elbrusie. Fot. Monika Strojny


Wyścig na Elbrus. Fot. Monika Strojny


Obecnie odbywa staż kandydacki na ratownika TOPR.
Jego typowy dzień to przede wszystkim kilkugodzinny trening lub dwa, najczęściej w terenie. Jego ulubionym „stadionem” są Tatry.
- Najczęściej trenuję w rejonie Kasprowego. Sam nie wiem, ile razy byłem na szczycie, ale zdarza się, że w czasie jednego treningu wybiegam z Kuźnic do dzwonu 3 lub 4 razy - mówi. Ustanowił rekord wyjścia na szczyt zimą na nartach: 49 minut.

Alpin Sport Ski Tour Race. Fot. Daria Woszek


Alpine Sport Ski Tour Race - trasa przez Beskid na Kasprowy. Fot. Daria Woszek


Zawody skialpinistyczne w rejonie Kasprowego. Fot. Robert Szcząchor


- Skialpiniści najczęściej odbywają treningi w rejonie Kasprowego. Zimą bywa różnie z warunkami, dlatego najbardziej korzystnie jest trenować właśnie tu - opowiada. Jednak jego przygoda z czasów, gdy zaczynał regularne treningi, świadczy o tym, że Kasprowy potrafi być groźny. - Miałem wtedy 18 lat. Remontowaliśmy z bratem mieszkanie i jednocześnie przygotowywałem się do Mistrzostw Świata w Narciarstwie Wysokogórskim. Trenowałem więc wieczorami i nocą. Szedłem wieczorem na Kasprowy. W krótkim czasie spadł ponad metr śniegu, był 5 stopień zagrożenia lawinowego. Warunki były ciężkie - zamieć, mgła, wiatr. Błędnik wariował. Jest takie miejsce w rejonie Przełęczy pod Zakosy, gdy idąc po odpowiednim kątem można bezwiednie przejść grań i znaleźć się po stronie Doliny Cichej. Tak właśnie nieświadomie zrobiłem w ciemności i zawiei - mówi. - Normalny czas treningu na Kasprowy wynosił ok. godziny. Wtedy minęły 3 godziny i nie miałem pojęcia, gdzie jestem. Zadzwoniłem do brata (ratownika TOPR - przyp. red). Z Kasprowego miał wyjechać ratrak, bym mógł zobaczyć światła, ale, że warunki były zbyt trudne, ratrak nie mógł wyjechać. W TOPR mieli zorganizować wyprawę, ale było zbyt niebezpiecznie. Stałem w ciemności w śniegu po pas, bałem się ruszyć, żeby nie spowodować lawiny. Razem ze mną mógł ruszyć cały stok, bo wszystko pękało. Byłem lekko ubrany, jak to zwykle na treningu. Telefon mi padał. Spędziłem tak 5 godzin. W końcu wyjechał ratrak - zobaczyłem światła przebijające przez zamieć. Okazało się, że byłem pod skałami Beskidu. Niedługo po tej przygodzie pojechałem na Mistrzostwa Świata i po starcie przysypała nas lawina. Tak się wtedy te „przygody” zbiegły.
Trening średnio trwa 3 - 4 godziny dziennie. - Choć czasem dobijam do 6 godzin. Teraz robię bazę przed sezonem zimowym. Trening obejmuje jazdę na rowerze, siłownię, przyspieszenia, które chętnie robię na stromych odcinkach na Nosal, no i przede wszystkim biegam po górach. To średnio 25 - 30 km dziennie i ok. 2000 metrów deniwelacji, choć takiego dystansu i przewyższenia nie pokonuję codziennie, ale średnio 2 razy w tygodniu.

Trening na Kasprowy. Fot. Marcin Kin


Trening w rejonie Kasprowego. Fot. Marcin Kin


Trening w rejonie Kasprowego. Fot. Marcin Kin


W tym roku Andrzej po raz pierwszy ruszył Himalaje. Jego celem był ośmiotysięcznik Manaslu (8156 m. n. p. m.) oraz zjazd z tego ośmiotysięcznika na nartach.
Wyprawa odbyła się w kwietniu i maju w ramach programu Polski Himalaizm Zimowy. Kierownikiem ekspedycji był himalaista Jerzy Natkański, a uczestnikami Andrzej Bargiel, Jarosław Gawrysiak, Arkadiusz Grządziel, Tomasz Kowalski, Paweł Michalski, Tomasz Rojek. Byli to młodzi, początkujący w Himalajach wspinacze. Niestety, Andrzej na wysokości 7600 m.n.p.m musiał zawrócić - mimo dobrych warunków i zapasu sił (wcześniej on cały czas na podejściu jako jedyny z wyprawy torował w śniegu sięgającym ud).

Wyprawa na Manaslu. Fot. Andrzej Bargiel


Pod Manaslu. Fot. Jarosław Gawrysiak


Partnerami i sponsorami wyprawy byli: Ministerstwo Sportu i Turystyki, Polski Związek Alpinizmu, Fundacja Wspierania Alpinizmu Polskiego im. Jerzego Kukuczki, Gemini Park, Gemini Holdings, Urząd Miasta Zakopane. Portal naszkasprowy.pl był patronem medialnym wyprawy Andrzeja. W wyprawie na Manaslu Andrzeja wsparł Rafał Sonik - twórca portalu naszkasprowy.pl, pierwszy Polak, który stanął na podium rajdu Dakar.



Po tej wyprawie Artur Hajzer - himalaista, twórca i realizator programu Polski Himalaizm Zimowy rozpoczął organizację wyprawy, której jednym z celów będzie zdobycie ośmiotysięcznika przez Andrzeja oraz zjazd na nartach. Jest ona organizowana w ramach programu Polski Himalaizm Zimowy.
- Będzie to wyprawa unifikacyjna. Jej celem jest sprawdzenie organizmów młodych uzdolnionych alpinistów na wysokości 8 tys. metrów. Jeżeli Andrzej będzie miał szanse na sportowe wyjście oraz zjazd na nartach - ma zgodę kierownika wyprawy, czyli moją. Będę się też starał w miarę możliwości skoordynować jego ewentualne sportowe sportowe wyjście na szczyt oraz zjazd na nartach z działalnością pozostałych uczestników wyprawy - mówi Artur Hajzer.

Fot. Archiwum Artur Hajzer


Andrzej nie koncentruje się wyłącznie na najbliższej wyprawie. Jego celem są starty w najtrudniejszych zawodach skialpinistycznych świata, takich jak Troffeo Mezzalama, Pierra Menta, czy Patrouilloe des Glaciers. Odbywają się one na dużej wysokości (Mezzalama - na ponad 4 tys. m.n.p.m.) i wymagają od zawodników niezwykłego przygotowania kondycyjnego i umiejętności narciarskich i alpinistycznych. - Chciałbym ścigać się z najlepszymi skialpinistami świata - mówi Andrzej. Po powrocie z z Himalajów czeka go zatem sezon startowy.

Fot. Daria Woszek


Rejon Dachstein. Fot. Adam Kokot


Narciarstwo wysokogórskie to w Polsce wciąż sport niszowy, mimo wieloletniej tradycji: to przecież ponad 100 lat temu w Tatrach turyści narciarscy wędrowali na nartach, wspinali się na szczyty i zjeżdżali z nich. Mariusz Zaruski zjeżdżał m.in. z Koziego Wierchu czy Kościelca. Tymczasem w Słowacji, nie mówiąc już o Francji, Włoszech, czy Szwajcarii, skialpinizm to dyscyplina bardzo popularna oraz promowana. W Polsce najlepsi zawodnicy muszą wiele poświęcić, by stać ich było na realizowanie swoich sportowych celów. Niezbędna jest pomoc sponsorów. Andrzej przerwał studia, by móc systematycznie trenować. Teraz jest przed ważnym etapem w życiu: przed nim wyprawa na ośmiotysięcznik, a kolejne co najmniej 2 lata - starty w najtrudniejszych i najbardziej prestiżowych zawodach skialpinistycznych świata.

Podniebny trening Andrzeja. Fot. No Art


Fot. Michał Sosna


Wiosna w Kotle Gąsienicowym. Fot. Bartek Korzeniowski

Agnieszka Szymaszek