Menu

Współpraca

Zaloguj się

Jeżeli nie posiadasz jeszcze konta w naszym serwisie, zarejestruj się już teraz.
Zapomniałeś hasło? Kliknij tutaj.

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać na adres e-mail najświeższe wiadomości z naszej strony, wpisz go poniżej.

Ludzie

Mariusz Zaruski - wróg partactwa narciarskiego

Dodano: Sobota, 16 luty 2008 / Ilość wyświetleń: 8123Mariusz Zaruski na Gubałówce.<br />Fot. Z archiwum Muzeum Tatrzańskiego

Była to postać niezwykła z wielu powodów. Z prawdziwie wojskową precyzją zajął się uprawianiem narciarstwa, poznał je, a swoje bogate narciarskie doświadczenia górskie przekazał innym w narciarskich przewodnikach i wielu publikacjach, propagując narciarstwo zarówno piórem, jak i czynem. Należał do grupy pierwszych zdobywców Kasprowego Wierchu i zasłynął jako wróg partactwa narciarskiego. Nawet w najtrudniejszych warunkach, podczas podchodzenia po bardzo stromych stokach, nie zdejmował nart. A gdy zjeżdżał z miejsc, w które dziś nie każdy turysta zapuści się nawet w letnich warunkach, narty niosły go jak wściekłe.

Urodził się 31 stycznia 1867 r. w Dumanowie na Podolu. W Zakopanem przebywał w latach 1904-1914. Pozostałości po jego wielokierunkowej działalności świadczą o tym, jak poważną rolę odegrał w dziejach Zakopanego, zwłaszcza w dziedzinie narciarstwa, taternictwa i ratownictwa górskiego. Zdobywał trudne szczyty tatrzańskie, był instruktorem pierwszych kursów narciarskich, szkolił też w "białym sporcie" góralskich przewodników, pisał przewodniki narciarskie i artykuły do lokalnej prasy, a nawet własnoręcznie wykonał plakat do pierwszych „wyścigów narciarskich”, które zorganizowano w Zakopanem w 1910 roku. Nie było wówczas pod Giewontem większego fanatyka narciarstwa, w pozytywnym oczywiście tego słowa znaczeniu.

Mariusz Zaruski na nartach

Zaruski zjawił się w Zakopanem w 1904 r. i już prawdopodobnie rok później popróbował jazdy na nartach. W 1906 r. dokonał z towarzyszami przejścia narciarskiego na trasie: Zakopane - Dolina Tomanowa - Przełęcz Tomanowa - Dolina Tomanowa Luptowska - Wychodna - Orawskie Zamki - Głodówka - Sucha Góra - Zakopane, z wejściem narciarskim na szczyt Osobitej. W 1907 r. udowodnił, że na nartach można wchodzić nawet na tak strome szczyty i przełęcze jak Zawrat (2159 m, na samą przełęcz na nartach) i Kozi Wierch (2291 m), z którego zjechał Szerokim Żlebem w stronę Doliny Pięciu Stawów Polskich na Wielki Staw, a następnie przez stoki Opalonego dotarł z towarzyszem do Morskiego Oka. Był to absolutny przełom w dziejach zimowej turystyki narciarskiej w Tatrach Polskich. Wcześniej nikt tak trudnych zjazdów na nartach w Tatrach Polskich nie wykonał.

Narciarskie osiągnięcia Zaruskiego były imponujące, biorąc pod uwagę jakość ówczesnego sprzętu. Prawdziwym ukoronowaniem jego działalności było narciarskie wejście i zjazd z Kościelca w roku 1911, związane z zakończeniem kursu narciarskiego dla przewodników góralskich. Zjazd z Kościelca tak opisuje Zaruski w swoich wspomnieniach zatytułowanych Kościelec na nartach: - Wiążemy się liną i ruszamy. Twardy i stromy śnieg, rozciągający się między dwiema przepaściami a gęsto poprzerywany lodowemi polami, nakazywał nam wielką uwagę i zupełnie usprawiedliwioną ostrożność, upadek na tych płaśniach mógł pociągnąć za sobą fatalne następstwa. Asekurowaliśmy się przeto kolejno w ten sposób, że gdy jeden z nas stał niżej o długość liny (25 metrów) mocno w śnieg wkopany, drugi puszczał się na dół i zatoczywszy wielkie półkole, zatrzymywał się o 50 metrów od miejsca, z którego wyruszył. Tak kolejno wielkimi łukami zjechaliśmy do progu lodowego, ale i tu nart nie odpięliśmy. Jechałem pierwszy. Narty poniosły mię jak wściekłe, panowałem jednak nad niemi, zatoczyłem łuk i obróciwszy się na drugą stronę, zbliżałem się do kresu swego zakosu, gdy narta mi się podwinęła na buli lodowej i upadłem. Od razu z zawrotną szybkością zacząłem spadać. Od razu też, leżąc, miałem już czekan pod pachą i z całej siły nim hamowałem. Czekan szarpał się i zgrzytał po lodzie, czułem jednak, że jestem panem sytuacji i zwalniam biegu. Jakoż po chwili się zatrzymałem. Równocześnie prawie poczułem targnięcie liny, która się skończyła. Trasa zjazdu Zaruskiego i Zdyba prowadziła stromymi zaśnieżonymi płytami na Przełęcz Karb. Zjazd został wykonany na zakończenie kursu narciarstwa i zimowej turystyki tatrzańskiej dla przewodników tatrzańskich. W narciarskiej wyprawie udział wzięli: Stanisław Gąsienica-Byrcyn, Jędrzej Marusarz-Jarząbek, Jan Obrochta i Jan Pęksa. Górale, w przeciwieństwie do Zaruskiego i Zdyba, weszli na wierzchołek Kościelca w rakach, związani liną.

Mariusz Zaruski dokonał wielu pierwszych wejść zimowych i narciarskich w Tatrach.

Mariusz Zaruski w czasie podejścia na Świnicę.
Fot. Z archiwum Muzeum Tatrzańskiego

Był narciarzem z "charakterem", jak o nim mówiono w środowisku zakopiańskim. Nie znosił odpinania desek nawet w najtrudniejszych miejscach, czując, jak pisał, odrazę do pewnego rodzaju partactwa narciarskiego. Stąd jego próby: zjazd z Kościelca, trawersowanie stromizn Siwych Turni od strony Błyszcza i wiele innych przykładów trudnych zjazdów. Ponadto, wzorem znanego instruktora austriackiego Mathiasa Zdarsky´ego, rozpoczął Zaruski organizację nauczania narciarstwa. W 1907 r. zorganizował kurs narciarski na Hali Kalatówki. W roku 1908 wydał wspólnie z Henrykiem Bobkowskim Podręcznik narciarstwa według zasad alpejskiej szkoły jazdy na nartach, w którym propagował osiągnięcia tejże szkoły w turystyce narciarskiej. Tematyką ściśle tatrzańską zajął się w kolejnej publikacji zatytułowanej Przewodnik po terenach narciarskich Zakopanego i Tatr Polskich, wydanej nakładem Sekcji Narciarskiej Towarzystwa Tatrzańskiego w Zakopanem w 1913 r. Był to już drugi przewodnik narciarski jego pióra.
Zaruski był człowiekiem niesłychanie pomysłowym. Stale ulepszał sprzęt narciarski. Wymyślił m.in. nowy sposób zakładania sznurowadła, które za jednym pociągnięciem można było zdjąć i równie prędko założyć. Wypracował nową metodę okręcania nóg owijaczami używanymi powszechnie przez ówczesnych narciarzy, a także nowy, praktyczniejszy sposób układania rzeczy w plecaku. Kiedy minęła już moda na bambus i zaczęto używać dwóch kijków, Zaruski wymyślił kijki z odczepianymi talerzykami. Przy zjeździe w ciężkim terenie zdejmowało się talerzyki i łączyło się kijki w jeden długi kij, jadąc zgodnie z zasadami "starej szkoły". Wreszcie, nawiązujący do sygnalizacji morskiej, wprowadził tatrzański telegraf wzrokowy. Takich pomysłów było więcej. Mariusz Zaruski był także wynalazcą więźlic sznurowych, środków umożliwiających podchodzenie na nartach w górach. Używano wówczas noży, przyczepianych do nart (były jednak one mało warte), drewnianych klocków (jak "wirstle" Klemensa Bachledy), fok, i właśnie "więźlic sznurowych". Były to sznurki o grubości 1,5 do 2 cm, związane według pomysłu Zaruskiego na nartach, w kształcie krzyży (w 3 - 4 miejscach), umożliwiające podchodzenie w stromym, nawet do 40 stopni, terenie wysokogórskim. Także jeśli chodzi o technikę podchodzenia na nartach Zaruski wykazywał wszechstronną, popartą ogromną praktyką wiedzę. Życiowym dziełem Zaruskiego jest TOPR (Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe). W 1914 r. Zaruski opuścił Zakopane i wyruszył na wojnę, ale na zawsze zostanie osobą wpisaną w historię Tatr, narciarstwa, i Zakopanego.

Wojciech Szatkowski