Menu

Współpraca

Zaloguj się

Jeżeli nie posiadasz jeszcze konta w naszym serwisie, zarejestruj się już teraz.
Zapomniałeś hasło? Kliknij tutaj.

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać na adres e-mail najświeższe wiadomości z naszej strony, wpisz go poniżej.

O Kasprowym

Niech Ci, Janku śniegi lekkie będą...

Dodano: Poniedziałek, 9 luty 2009 / Ilość wyświetleń: 7962Jan Bachleda. Fot. Ze zbiorów rodziny Bachledów - Curusiów

7 lutego 2009 r. zmarł Jan Bachleda-Curuś, znany zakopiański narciarz, alpejczyk, olimpijczyk (1976 – Innsbruck). W środę Zakopane pożegna młodszego z braci Bachledów na Nowym Cmentarzu w Zakopanem.


Początkowo bardziej od nart interesował go motocykl i przyjemne uczucie szybkości. Potem jednak, zachęcony sukcesami brata, skłonił się w stronę nart. Po latach wspominał: gdyby nie Andrzej, nie osiągnąłbym w narciarstwie wiele. Atmosferę sprzyjającą narciarstwu w domu tworzył ojciec, a także matka, ale to Andrzej wprowadził mnie do świata sportu. Ufałem mu bezgranicznie w każdej sprawie i dobrze na tym wyszedłem, choć wiele było takich chwil, kiedy się przeciw niemu buntowałem. Zwłaszcza wówczas, gdy nasze wyniki były zbliżone. Gdy osiągaliśmy podobne rezultaty, a on zawsze miał jakieś uwagi, mówił o błędach, jakie jeszcze popełniałem. Były to z pewnością uwagi słuszne! Obserwowałem wielu mistrzów narciarskich i zrozumiałem dobrze, jak cenią sobie taką pomoc.

Jan Bachleda-Curuś osiągnął na nartach wiele, można powiedzieć, że w pewnym okresie na stałe zadomowił się w pierwszej dziesiątce najlepszych alpejczyków świata. Nie lubił udzielać wywiadów. Skromność? Na pewno tak, ale historia jego kariery obfituje w wyniki, dzięki którym drugi z narciarskiego duetu Bachledów zasługuje z pewnością, by przypomnieć jego związki z nartami. Zresztą trudno mówić, że był "drugi", gdyż w pewnym okresie potrafił nieźle "dokosić" swemu bratu i być lepszym od niego.

Jan Bachleda-Curuś urodził się 19 kwietnia 1951 r. w Zakopanem. Zaczął jeździć później niż starszy brat Andrzej, bo, jak wspomina Andrzej Bachleda-Curuś senior mieliśmy mniej czasu na zajęcie się młodszym synem. Jan Bachleda miał góralski charakter, widać to także na nartach, jeździł bardzo dynamicznie, ostro, czasami "wylatywał" z trasy, ale poszedł w ślady brata. Pierwszy cel jaki sobie postawił na nartach był niezwykle ambitny- tym celem było



Dogonienie brata

Andrzej Bachleda Curuś senior, ojciec Andrzeja i Jana, wspominał początki kariery sportowej swojego młodszego syna: Jasiek zaczął od motorów, jeździł na nich szalenie bojowo i odważnie. Na przykład podjeżdżał pod próg Średniej Krokwi na motorze. Uważam, że to mu bardzo pomogło w przejściu do nart i wyczynu narciarskiego. Motocykl wyrabia bowiem odwagę. Potem Jasiek poszedł do SN PTT, tak jak my, chcieliśmy w ten sposób nawiązać do rodzinnej tradycji.To prawda. Zarówno matka - Maria, z domu Wawrytko, jak i ojciec Jana Andrzej Bachleda, należeli do klubu SN PTT i byli narciarskimi mistrzami Polski. Andrzej Bachleda senior wspomina: wychowywałem Jędrka i Jaśka po swojemu. Obaj chłopcy wyrośli w atmosferze pracy, góralskiego "zwyku", ocierali się w domu o religię, muzykę, pracę fizyczną i sztukę - to wszystko ich kształtowało. No i oczywiście nartyJa.Jan Bachleda starał się dorównać bratu i wcale nie było mu łatwo, gdyż Andrzej Bachleda po udanym występie w Grenoble (1968) należał do dziesiątki najlepszych alpejczyków świata. Ale chęć dorównania bratu była w Jaśku bardzo silna. i już jako 17 - letni junior startował w końcu lat 60. w Mistrzostwach Polski, podczas których walczył o złoto z Bronisławem Trzebunią, Piotrem Lipowskim, Orlewiczem i oczywiście ze swoim bratem. Był wicemistrzem Polski w zjeździe za „Piratem”, Jerzym Woyną-Orlewiczem. W Memoriale Bronisława Czecha i Heleny Marusarzówny w międzynarodowej obsadzie był 6. w slalomie, 5. w dwuboju i 9. w slalomie gigancie. Już wtedy został zauważony przez Andrzeja Gąsienicę-Roja - trenera polskich alpejczyków, który mówił o jego stylu jazdy: Jasiek dobrze jeździ, jest mocny i dynamiczny. Po udanym dla Jana sezonie pisano w prasie sportowej „liczy się już nie tylko „Ałuś”.




Narciarski duet braci Andrzeja i Jana Bachledów

Gdyby narciarstwo światowe porównać do mknącego z prędkością ponad 100 km/h ekspresu „Wienerwalzer” to w latach siedemdziesiątych mieliśmy na stałe zarezerwowane dwa miejsca w przedziale pierwszej klasy dla najlepszych alpejczyków świata. Miejsca te zajmowali bracia Andrzej i Jan Bachleda. W olimpijskim roku 1972 Jan i Andrzej są w doskonałej formie. Tysiące przejechanych przed zawodami tyczek sprawiają, że dwaj Polacy zaskakują na najważniejszych zawodach Pucharu Świata wysoką formą. Styczeń 1972 r., Haus im Ennstal, niedaleko Schladming. Na górze Hauser Kaibling trasa do biegu zjazdowego o długości 2650 m i aż 670 metrów różnicy wysokości. Na starcie zawodów pojawiło się 74 rywali z 9 krajów, w tym czołówki alpejczyków Austrii i Szwajcarii. Były to zawody jubileuszowe "Krummholzrennen", w których nagrodami były wyjątkowo piękne i duże puchary. Jan Bachleda jedzie na całego i z czasem 1 min. 39.33 zajmuje pierwsze miejsce! W niedzielnym slalomie specjalnym jest 2. za Norbertem Wenderem z Austrii. W Mayrhofen w Austrii, gdzie startuje znakomity Hiszpan Ochoa, Jan Bachleda wygrał slalom specjalny. W Borowcu jest drugi za Papangełowem – a więc dogonił Jędrka!. Andrzej Bachleda tak podsumował ten sezon swojego brata: trudno mu się było zdecydować: motory czy narty? Na szczęście wybrał narty. Jasiek jeździ bardzo żywiołowo, znakomity jest finisz Janka w tym sezonie. Nie poznałem brata - Jasiek startował z dalekimi numerami, a zajmował wysokie lokaty. Na pytanie, czy nie boi się, że brat go prześcignie, "Ałuś" odpowiedział: takie jest prawo życia.


Mimo wyników Jan Bachleda nie znalazł się obok brata Andrzeja w reprezentacji Polski do Sapporo (1972). "Ktoś” zdecydował, że młodszy z Bachledów nie pojedzie, a Jasiek daleki był od tego, by błagać "dygnitarzy" polskiego narciarstwa o paszport do Japonii, to nie odpowiadało jego naturze...Zamiast niego pojechał ktoś z działaczy... W gazetach pisano: Jan Bachleda będzie oglądał Zimowe Igrzyska w Sapporo, ale... w telewizorze.


Jaśka skrzywdzono- mówi pani Maria Bachleda-Curuś. - Gdyby pojechał do Sapporo to miał szanse na punktowane miejsce. Jeździł wtedy bardzo dynamicznie. Andrzej Bachleda "Ałuś” wspomina: Do Sapporo pojechałem świetnie przygotowany, ale nie w najlepszym nastroju. Wprawdzie był ze mną trener Andrzej Roj, lecz brakowało mi jakiegoś kolegi zawodnika. Mój młodszy brat Janek miał świetne wyniki i byłem pewien, że zostanie on wysłany na Olimpiadę. Niestety wbrew zdrowemu rozsądkowi, pozostawiono go w domu. To był dla mnie duży cios (L. Fischer, J. Kapeniak, M. Matzenauer, Kronika śnieżnych trasa, Warszawa 1977, s. 148). Jasiek "zawziął" się nas tych, którzy nie wysłali go do Sapporo, zacisnął zęby i efektem jego pracy były coraz lepsze wyniki. Wygrał wielkie zawody "Krumholzrennen" w Haus. Jeździł mniej nerwowo, spokojniej, za to przebojowo z prawdziwie "Janosikową naturą" i rzadziej wypadał z trasy. Jeśli chodzi o charakter to Jan jest inny niż Andrzej, bardziej podobny do Ojca, ostry i bez przysłowiowego owijania w bawełnę wypowiadający swoje poglądy. Taki jest w życiu i na narciarskim stoku. Andrzej, podobny do matki, jest spokojniejszy, ale konsekwentny i uparcie dąży do wyznaczonego w swym życiu celu. Dwóch braci – dwa różne charaktery, ale jedna wielka pasja, którą ich łączy – to narty. Oddali im większość swego życia... W 1972 r. dwóch Polaków: Jan Bachleda i Roman Dereziński, reprezentowało barwy Polski na Zimowej Uniwersjadzie FISU w Lake Placid. Jan Bachleda zdobył tytuł akademickiego mistrza świata w slalomie gigancie, a Roman Dereziński w slalomie specjalnym, a więc dwóch zawodników i dwa złote medale. Na Uniwersjadzie w Szpindlerowym Młynie (1978) był drugi w slalomie.




Narciarz z Janosikową naturą i odwagą

Na Pucharze w Tyrolu, w Westendorfie, bracia Bachledowie w pierwszej piątce: Andrzej 1., a Jan 4. Na mistrzostwach Polski byli już bezkonkurencyjni, w slalomie uzyskali jednakowy czas. Po tych sukcesach Andrzej powiedział: po dobrych wynikach jakie uzyskaliśmy kilka dni temu w Westendorfie, postanowiliśmy z bratem, że skoro jesteśmy w formie, to tu w Kitzbühel, spróbujemy powalczyć o punkty do Pucharu Świata – pojedziemy na całego!. I pojechali... 29 stycznia 1973 na słynnych "Hahnenkammrennen" w Kitzbühel Andrzej jest 3, Jan 7. W prasie ukazały się artykuły z pięknym tytułem "Andrzej i Jan Bachledowie równają deski ze słynnym duetem braci Thoenich". Rok 1973 to start na zawodach na Górze św. Anny w Quebecku, wygrał Thoeni, 5. jest Jan Bachleda, a Andrzej 9. W Ga-Pa wygrywa „Pierrino” – Pierro Gros, 2. Thoeni, 4. jest Jan Bachleda, który łamie dominację Włochów. W 1974 r. Jan Bachleda wszedł głęboko do czołówki świata i na zawodach w slalomie równoległym w Val Gardenie "wykosił" Hintersera i spotkał się ze Stenmarkiem. Na jednej z bramek Stenmark wypadł, ale sędziowie zarządzili jeszcze jeden przejazd i tym razem wypadł Polak. Ale slalom i tak przed Stenmarkiem wygrał Thoeni. W Pucharze Świata w 1974 w slalomie Jan Bachleda uplasował się na 9. miejscu. Startował równolegle w zawodach w Pucharze Świata i w Pucharze Europy.




Innsbruck (1976) - najlepszy z Polaków

Jan Bachleda-Curuś reprezentował barwy Polski na Zimowych Igrzyskach w Innsbrucku (1976) na trasie Axamer Lizum do slalomu specjalnego. Startuje czołówka alpejczyków świata: Piero Gros i Gustavo Thoeni z Włoch, Ingemar Stenmark, Willy Frommelt (Lichtenstein), Niemcy Christian Neureuther i Wolfgang Junginger, Polacy Jan Bachleda i Roman Dereziński. Wielką niespodziankę sprawił Willy Frommelt, który po porywającym przejeździe z czasem 59.98 sek. zajął w pierwszym przejeździe pierwsze miejsce, drugi był Thoeni, nieoczekiwanie słabo pojechał Stenmark - był 9. Jan Bachleda z czasem 1.03.76 zajmował po pierwszym przejeździe 20 pozycję. Warunki do drugiego przejazdu pogorszyły się, padał śnieg, a na trasie przejazdu tworzyły się bandy i nierówności. O trudności warunków niech świadczy fakt, że z trasy "wyleciało" aż 50 procent spośród 97 zawodników. W drugim przejeździe z trasy wypadł dynamicznie jadący Stenmark, który chciał nadrobić straty.Bachleda jechał jako 20. Wiedział, że jeżeli chce osiągnąć dobry wynik musi pójść na całego. Nie może kalkulować, przeliczać, tylko pojechać powyżej swoich normalnych możliwości. I nie zawiódł... pojechał bardzo płynnie i z czasem 1.05 .05. zajął szóste miejsce w drugim przejeździe i 11. po dwóch przejazdach. Drugi z Polaków, Roman Dereziński, był 21. Trzeba podkreślić, że Jan Bachleda startował po kontuzji nogi, która z pewnością nie była w pełni sprawna. Dlatego zebrał szereg gratulacji od zawodników i działaczy. Jego wynik był najlepszym uzyskanym przez Polaka na Zimowych Igrzyskach w Innsbrucku.

Wojciech Szatkowski, Muzeum Tatrzańskie