Menu

Współpraca

Zaloguj się

Jeżeli nie posiadasz jeszcze konta w naszym serwisie, zarejestruj się już teraz.
Zapomniałeś hasło? Kliknij tutaj.

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać na adres e-mail najświeższe wiadomości z naszej strony, wpisz go poniżej.

O Kasprowym

Stanisław Zdyb

Dodano: Czwartek, 7 luty 2008 / Ilość wyświetleń: 5748Stanisław Zdyb.<br />Fot. Ze zbiorów Muzeum Tatrzańskiego

Kolejnym z wartych przypomnienia narciarzy i ludzi Kasprowego jest Stanisław Zdyb, towarzysz wypraw narciarskich Mariusza Zaruskiego i innych pionierów narciarstwa, ratownik TOPR, doskonały fotograf i wreszcie jeden z pierwszych producentów nart w Zakopanem, a także ceniony nauczyciel w zakopiańskiej Szkole Przemysłu Drzewnego.

W "Zielonej Księdze" Silva rerum ZON znajduje się karykatura przedstawiająca wysokiego, szczupłego dryblasa, jadącego na nartach ze smoczkiem w ustach, butelką wiśniówki i aparatem fotograficznym pod pachą. To Stanisław Zdyb. Bogaty życiorys tego miłośnika Tatr nie znalazł dotąd historyka, który pokazałby go w sposób kompletny i wyczerpujący. Należał on do tego pokolenia ludzi gór, kiedy prawie każde wyjście w Tatry, a już zwłaszcza zimowe, było "pierwsze". Na koncie ma w Tatrach 27. pierwszych wejść: w tym zimowych (23) i letnich (4), kiedy nie było kolejki na Kasprowy Wierch, i szło się nań pełne trzy godziny z Kuźnic, na nartach z fokami. Na nartach jeździł świetnie o czym świadczy zjazd z Kościelca (1911 r.). Należał także do założycieli TOPR i pierwszych ratowników Pogotowia, pamiętał pionierskie wyprawy, takie jak po Aldonę Szystowską na Czerwone Wierchy, tragiczną śmierć króla przewodników tatrzańskich, Klemensa Bachledy w czasie wyprawy po Stanisława Szulakiewicza, i pierwsze zwózki ludzi na toboganie do Kotła Goryczkowego. Był także członkiem SN PTT.

Stanisław Zdyb na nartach.
Fot. Z archiwum Muzeum Tatrzańskiego

Stanisław Zdyb urodził się daleko od Tatr, 20 września 1884 r., we wsi Zadole, gmina Opole Lubelskie, powiat Puławy. W 1898 r. trafił do Zakopanego i uległ, jak niejeden, magii tego miejsca. Uczył się rzeźby w zakopiańskiej CK Szkole Przemysłu Drzewnego. Już w 1906 r. razem ze Stanisławem Barabaszem był na nartach zimą na Kasprowym Wierchu (było to I wejście narciarskie na Kasprowy), a opowieść o zjeździe ze szczytu została zamieszczona potem w Pamiętniku 30 - lecia SN PTT jest pochwałą narciarstwa, zarazem nie brakuje w niej humoru. Oto ona: Pierwszy zaczyna zjeżdżać p. K. młody i bardzo odważny, wkłada kij między nogi i zaczyna powoli zsuwać się po szreni. W pewnym momencie podskakuje do góry, opada, a jego kijek pięć cm gruby łamie się jak słomka i p. K. sunie to na boku, to na plecach w dół i zatrzymuje się dopiero w kopnym śniegu w połowie przełęczy. Po tym co zobaczyłem robi mi się na przemian to zimno to gorąco i równocześnie czuję, że mam owłosienie na głowie, ale patrzę, co będzie dalej. Z kolei zaczyna zjeżdżać następny, podpatruję co on robi a ten żegna się i zaczyna zjazd. Myślę sobie, że i to pomaga, ale gdzie tam - z początku poszło dobrze, kija nie złamał, ale tak nim kręciło, a gdy dojechał do kopnego śniegu, straszliwie się skurzyło i nieszczęśliwiec znikł pod śniegiem. Dopiero po pewnej chwili ujrzałem, że coś się rusza na białym tle śniegu, co przypominało muchę w śmietanie. Miałem tego dość, nie patrząc jak reszta będzie zjeżdżać, zdejmuję narty i ostrożnie trawersuję po szreni zbocza Pośredniego Goryczkowego gdzie dostaję się do kopnego śniegu, zakładam narty, siadam na kij i powoli zjeżdżam do kotła. W tym czasie moi towarzysze już pozjeżdżali, ale jako wprawniejsi szybko przejechali kocioł, ja się pozostałem w tyle. Gdy dojechałem do buli oddzielającej kocioł od Hali Goryczkowej, już nikogo nie widziałem...Dopiero teraz przypomniałem sobie dysputę na temat, jak lepiej zatrzymywać się przed przeszkodą. Ile padnięć zrobiłem z przysiadu lub stojąco, to trudno mi było zliczyć nim dojechałem do szałasów, dość, że wspomnę gdy wszedłem do szałasu i zobaczono moja postać wszyscy ryknęli ze śmiechu, gdyż byłem tak utytłany, że trudno było rozeznać, czy to człowiek, czy to kupa śniegu... (Stanisław Zdyb, Moja pierwsza wyprawa narciarska w Tatry, w: 30 - lecie SN PTT).

O Zdybie pisali niesłychanie ciepło w książce W stronę Pysznej, Wanda Gentil - Tippenhauer i Stanisław Zieliński. Znajduje się tam charakterystyka jego jako człowieka: - był to chłop niezwykły, swoistego zaiste autoramentu. Łagodny dryblas z podnóża gór nie uznawał przymusu i nie ulegał czarowi grosiwa. Żył, aby przeżyć życie według swego widzimisię, trzymał się narciarskiej cyganerii, fotografował Tatry, wspinaczy i pierwszych narciarzy. Uczył rzeźby w Szkole Przemysłu Drzewnego i jako nauczyciel był niesłychanie wymagającym i dokładnym. Był także fotografem, a zdjęcia Zdyba są wspaniałym dokumentem chwili, pokazują pierwsze wspinaczki, zjazdy narciarskie i zawody (od 1911 r., w zbiorach Muzeum Tatrzańskiego), widać, że Zdyb pracy się nie bał, bo wynosił ciężki aparat i klisze wysoko w góry. Zasłynął także jako producent nart. Wytwórnia nart "Zdyb i spółka", w latach 1912 - 1914 produkowała rocznie około 400 par nart (taką ilość podają Paryscy), co świadczyło o znacznym rozwoju "białego szaleństwa" w Zakopanem i dużej ilości zamówień. Produkował ponadto saneczki, ciupagi i czekany - wytwórnia ta była pierwszą w Zakopanem fabryką nart, a także wypożyczalnią sprzętu zimowego. Także tutaj, nie tylko na zaśnieżonych szlakach, był pionierem. Był też narciarzem i zawodnikiem ZON TT, późniejszej SN PTT, i brał udział w pierwszych zawodach narciarskich rozegranych na Hali Goryczkowej w dniu 28 marca 1910 r. i w biegu głównym zajął dobre 3 miejsce. Potem także startował, a z czasem był sędzią narciarskim. Zdyb zasłynął także jako doskonały wspinacz skalny. Zamarła Turnia, a właściwie jej południowa ściana, strzelająca z piargów Dolinki Pustej w niebo 150. metrowym śmiało skrzesanym urwiskiem, była dla ówczesnych wspinaczy symbolem czegoś niedostępnego, wyśnioną ścianą ówczesnego pokolenia taterników polskich i węgierskich. Po wielu nieudanych próbach, u stóp Zamarłej rozwinęli linę Henryk Bednarski, Józef Lesiecki, Leon Loria i Stanisław Zdyb, i wreszcie udało się. Zamarła padła! 23 lipca 1910 r. ta wspaniała wiadomość dotarła do Zakopanego i rozsławiła imię czwórki wspinaczy, tym bardziej, że wycenili oni drogę na "nadzwyczaj trudną", i powszechnie była ona uznawana za najtrudniejszą w tym okresie drogę skalną. To był przełom we wspinaniu się w Tatrach. Stanisław Zdyb zmarł 8 grudnia 1954 r. w Zakopanem, w miejscu które tak silnie wpłynęło na jego życie i w cieniu Tatr, gór, które tak mocno ukochał.

Wojciech Szatkowski