Menu

Współpraca

Zaloguj się

Jeżeli nie posiadasz jeszcze konta w naszym serwisie, zarejestruj się już teraz.
Zapomniałeś hasło? Kliknij tutaj.

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać na adres e-mail najświeższe wiadomości z naszej strony, wpisz go poniżej.

O Kasprowym

Stanisław Wawrytko II "Ciostko"

Dodano: Czwartek, 19 sierpień 2010 / Ilość wyświetleń: 6187Archiwum Wojciech SzatkowskiMożna powiedzieć, że był legendą Kasprowego Wierchu. Pracował tu przez 33 lata w swoim niewielkim, ale przytulnym warsztacie narciarskim. Oprócz tego był zawodnikiem CWKS-u i osiągał wyniki kwalifikujące go do czołówki mistrzostw Polski. Dlatego w cyklu "Ludzie Kasprowego" osobne miejsce z pewnością należy się Stanisławowi Wawrytce II. Zakwalifikował się bowiem na Igrzyska Zimowe do Oslo w 1952, jednak "ktoś" zadecydował, że Wawrytko nie może jechać i został w kraju... Potem długo pracował na Kasprowym Wierchu, stając się legendą naszej najwyższej narciarskiej góry w Polsce i legendą polskich nart. Przypomnijmy ją.

"W kadrze Staszek Wawrytko był przez nas nazywany "Ciostko"- wspominał Stefan Dziedzic, zawodnik, olimpijczyk (1948, 1952), trener kadry narodowej, zawodnik AZS.Dlaczego Go nazywano "Ciostko" Stefan Dziedzic: "To też już legenda polskiego narciarstwa. W domu nie przelewało się nikomu z nas. A na obozach i zgrupowaniach kadry narodowej w narciarstwie jedliśmy naprawdę wspaniałe obiady, składające się z trzech dań: zupy, drugiego i deseru. I na deser były ciastka. Staszek, pamiętam, brał je w ręce i mówił: "Ale mom fajne ciostecko". I od tego wzięło się Jego przezwisko "Ciostecko". Staszek był świetnym zawodnikiem, wygrał zjazd w Szczyrku. Słynny był też z tego, że przed zawodami od wczesnych godzin rannych, nieraz od trzeciej rano, smarował narty. Po zakończeniu kariery prowadził serwis narciarski w budynku górnej stacji kolejki na Kasprowy Wierch.

Stanisław Warytko II urodził się na Krzeptówkach 10 lipca 1925 roku. Jego ojcem był znakomity przewodnik tatrzański i ratownik TOPR, Józef Wawrytko (1889-1971), a matką Aniela z domu Mracielnik. Ojciec przyszłego mistrza Polski uczestniczył w wielu ciężkich wyprawach Pogotowia (np. w 1909 r. po ciało Mieczysława Karłowicza pod Mały Kościelec, w 1910 r. na północnej ścianie Małego Jaworowego Szczytu po ciało Szulakiewicza i Klimka Bachledy). W latach międzywojennych Józef Wawrytko należał do najbardziej czynnych ratowników TOPR. Po II wojnie światowej był członkiem Zarządu Koła Przewodników Tatrzańskich w Zakopanem. Nic też dziwnego, że "zaraził" swoje dzieci miłością do gór i nart.

Chopka na Goryczkowej
Fot. Archiwum Wojciech Szatkowski


Stanisław Wawrytko II rozpoczął po wojnie karierę zawodnika narciarskiego, która trwała 19 lat. Był zawodnikiem dwóch klubów: SN PTT Zakopane (w latach 1948-50) i CWKS Zakopane. Startował na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych, uzyskując wyniki kwalifikujące go do kadry narodowej. Startował w konkurencjach alpejskich, chociaż także skakał i biegał na nartach. Należał do kadry narodowej w konkurencjach alpejskich, a oprócz niego należeli do niej: Andrzej Gąsienica-Roj, bracia Andrzej i Włodzimierz Czarniakowie, Jan Gąsienica-Ciaptak, Stefan Dziedzic, Jan Radkiewicz, Józef Marusarz, Andrzej Bachleda-Curuś senior, Jan Zarycki, Marian Pękala i wielu innych. Stefan Dziedzic wspomina tamte czasy: "W kadrze panowała wspaniała atmosfera. To były wspaniałe lata i to nie tylko w grupie zjazdowców, ale dla wszystkich narciarzy. Mieliśmy obozy z zawodnikami wszystkich zimowych konkurencji, z biegaczami i skoczkami. wszystkie zgrupowania, obozy i zawody razem, a cała kadra była z sobą bardzo zżyta. Marian Pękala grał na harmonii i panowała wśród nas doskonała atmosfera.".
Potwierdza to także Stanisław Wawrytko: "rzeczywiście panowała wśród nas wspaniała atmosfera. Spośród zawodników szczególnie miło wspominam Józka Marusarza, który był człowiekiem naprawdę na poziomie, znakomity sportowiec i kolega. Z przedwojennego pokolenia zawodników pamiętam, że wspaniale jeździli na nartach "Dziadek" Marusarz i Jasiu Kula – oni dobrze skakali, ale także wspaniale biegali i startowali w zjazdach. Z moich kolegów wspominam także Jaśka Ciaptaka, 28-krotnego mistrza Polski, który zawsze umiał podpatrzyć jazdę i technikę zagranicznych zawodników, Stefana Dziedzica i Andrzeja Roja. Fantastycznie jeździł na nartach, ale także i na motorze Jasiek Pawlica. Dobry technicznie i niezwykle brawurowy był "Simek" Zarycki. Pamiętam jak popełnił samobójstwo, to płakałem nad Jego trumną jak dziecko, bo to był mój dobry kolega z CWKS-u. Z dziewcząt mile wspominam twoją mamę, Marysię Danielkę, Basię Grocholską i Annę Bujak. Ta ostatnia mimo wyników, tak samo jak ja, nigdy nie pojechała na Olimpiadę.
Na mistrzostwach Polski...

Jak wynika z deklaracji klubowej klubu SN PTT, Stanisław Wawrytko II został przyjęty do klubu SN PTT Zakopane w dniu 23 stycznia 1948 roku, a wprowadził go do klubu znakomity zawodnik i trener biegaczy Józef Zubek. Wcześniej, bo w roku 1947, wziął udział w narciarskich mistrzostwach Polski, lecz w czasie zjazdu minął bramkę i został zdyskwalifikowany. Gdy w dniach 14-19 lutego 1948 r. rozegrano XXIII Mistrzostwa Polski w narciarstwie, w kombinacji alpejskiej Stanisław Wawrytko był 7. Natomiast w zjeździe zajął dobre, trzecie miejsce, za Janem Gąsienicą Ciaptakiem i Janem Radkiewiczem (obaj SN PTT Zakopane). Kolejny sukces to start na Międzynarodowych Zawodach Narciarskich o Puchar Tatr w Zakopanem, gdzie w biegu zjazdowym na trasie FIS 2 przez słynne "padaki" (dzisiaj trasa jest zarośnięta i nie używana) zwyciężył Jan Gąsienica-Ciaptak, a Stanisław Wawrytko II był 6, w slalomie na Beskidku był 7, a w kombinacji alpejskiej ogólnie zajął 8 miejsce. W drugiej dekadzie marca 1948 r. rozegrano III Memoriał im. Bronisława Czecha i Heleny Marusarzównej w formie czwórmeczu (konkurencje: bieg na 18 km, skoki, bieg zjazdowy, slalom). 20 marca w biegu zjazdowym na Kasprowym Wierchu Stanisław Wawrytko II zajął 4 miejsce, 3 w slalomie, w skokach 11 miejsce. W Memoriale zwyciężył Józef Daniel-Krzeptowski, drugi był Stefan Dziedzic, trzeci Jan Gąsienica-Ciaptak, St. Wawrytko II był 4 z notą 125.12 pkt. W czwórmeczu zwyciężyła drużyna SN PTT Zakopane w składzie: Józef Daniel-Krzeptowski, Jan Gąsienica-Ciaptak i Stanisław Wawrytko II. Memoriały zwyciężał zawodnik, który wykazał się wszechstronnością, musiał być dobry tak w kombinacji norweskiej (skoki i bieg), jak i alpejskiej (zjazd i slalom). Stanisław Wawrytko II wziął udział w kilkunastu powojennych Memoriałach. Oprócz konkurencji alpejskich Stanisław Wawrytko także skakał i w świątecznym konkursie skoków, rozegranym 29 III 1948 r. w Zakopanem na Krokwi zwyciężył Stanisław Marusarz, który ustanowił nowy nieoficjalny rekord Krokwi - 88 metrów, a nasz bohater zajął 16 miejsce Na XXIV Mistrzostwach Polski w narciarstwie, rozegranych w Szczyrku w lutym 1949 r. St. Wawrytko jest 14 w slalomie otwartym (zwyciężył Andrzej Bachleda-Curuś senior), w konkursie skoków był 18. Największy sukces osiągnął w biegu zjazdowym- trzecia pozycja, a w kombinacji alpejskiej 7. W konkursie skoków na Krokwi był 6. Na IV Memoriale im. Bronisława Czecha był 9 w biegu na 18 km (zwyciężył Tadeusz Kwapień), drugi w biegu zjazdowym (zwyciężył Ciaptak), 7 w konkursie skoków i 8 w slalomie. W ogólnej klasyfikacji po czterech konkurencjach był czwarty. Ponownie zwyciężyła drużyna klubu SN PTT Zakopane. Tradycją Zakopanego są także zawody narciarskie o Puchar PKL. W marcu 1949 r. slalom rozegrano nietypowo, bo w Dolinie Jaworzynki. Zwyciężył w nim Józef Marusarz, a Stanisław Wawrytko II był 4. Bieg zjazdowy rozegrano z Kasprowego "od dzwonu" z metą w Kuźnicach - tym razem St. Wawrytko II był nie do pokonania i wygrał z Ciaptakiem i "Dziadkiem" Marusarzem. Na wiosnę rozgrywano zawody Memoriał im. Mariana Zająca, zawodnika HKN-u, mistrza Polski, który zginął w 1945 r. podczas jednego z lotów bojowych na samolotach "Mosquito". Zawody rozgrywano na Hali Kondratowej z "bazą" w schronisku Stanisława Skupnia. Trasa prowadziła przeważnie od tzw. "Kamienia" lub z Łopaty do schroniska albo do tzw. "esa" na Goryczkowej. Zawody organizowano w formie dwójmeczu (dwie konkurencje: slalom gigant i skoki). W biegu zjazdowym Wawrytko był trzeci, a w skokach 10. Na zawodach okręgowych Zakopane contra Śląsk w slalomie był 6. W kolejnych już XXV Mistrzostwach Polski w narciarstwie był 9 w biegu zjazdowym na trasie FIS 2. W Memoriale rozgrywanym tym razem w Dolinie Kościeliskiej w biegu na 14 km (meta Polana Ornaczańska) był 14, w skokach na Krokwi 10 i 3 w slalomie (start z grani Ornaku do Kościeliskiej) w którym zwyciężył Stefan Dziedzic. Bieg zjazdowy rozegrano 14 marca 1950 r. z Ciemniaka (2096 m) żlebem spod tzw. Pieca na Halę Miętusią, zwyciężył Dziedzic, a Wawrytko był drugi. W ogólnej klasyfikacji czwórmeczu był 5. W zawodach o Puchar PKL (18. III. 1950 r. był drugi, za niepokonanym w tym sezonie Stefanem Dziedzicem, a przed Józefem Szczepaniakiem.. W biegu zjazdowym trzeci, znowu za Dziedzicem. W gigancie rozgrywanym na Hali Kondratowej był 10. Kolejny Memoriał im. Mariana Zająca rozegrano 26 kwietnia 1950 r. na Kondratowej: tym razem Stanisław Wawrytko II zajął pierwsze miejsce ex equo z Dziedzicem z czasem 1.04 min., w skokach był drugi. W zestawieniu startów w sezonie zimowym 1949/50 zajął 5 miejsce, biorąc udział w 11 zawodach. W tym okresie bardzo dobrze jeździł także Maciej Popieluch- wspomina. W XXVI Mistrzostwach Polski w biegu zjazdowym Wawrytko był drugi (startował już w barwach klubu CWKS, po rozwiązaniu w 1950 r. klubu SN PTT Zakopane i reorganizacji polskiego narciarstwa) za Andrzejem Gąsienicą-Rojem, "Wąsem" jak nazywano Go w kadrze narodowej. W kombinacji alpejskiej mężczyzn był 4. W XXVII Mistrzostwach Polski, rozegranych w marcu 1952 r. w Zakopanem był 3 w slalomie mężczyzn, rozegranym w Suchym Żlebie na Kalatówkach. Był też szósty w biegu zjazdowym i czwarty w slalomie gigancie - "wtedy "dokosił" nam Janek Płonka, wspominał.

Chopka na Goryczkowej
Fot. Archiwum Wojciech Szatkowski


Olimpiada, na którą nie pozwolono Mu jechać...
W 1952 r. rozegrano VI Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Oslo w Norwegii. Wawrytko uzyskał wyniki kwalifikujące go na wyjazd, a jednak na Olimpiadę nie pojechał... Do pociągu stojącego w Krakowie weszło kilku cywilów (Urząd Bezpieczeństwa) i wycofało z wyjazdu 6 zawodników, między innymi Jana Kulę, Jana Raszkę i Stanisława Wawrytkę oraz kilku hokeistów (jeden z nich nazywał się Masełko i pochodził z Łodzi). To z pewnością ciemne karty sportu tamtej epoki, kiedy ze względów politycznych wycofano dobrych zawodników z wyjazdu na Olimpiadę. Powiedziano im, że nie pojadą, bo nie ma dla nich wiz do Norwegii. Musiało to być ciosem dla zakopiańczyka. Ale na tym historia z wyjazdem do Oslo się bynajmniej nie skończyła, bo W 1953 r. Norweski Związek Narciarski przysłał do PZN dyplom olimpijski dla Polaka, który Stanisław Wawrytko otrzymał – dyplom za Olimpiadę w której nie wziął udziału, bo mu nie pozwolono reprezentować Polski!.

Mimo to Wawrytko startował nadal. Jego forma rosła, na kolejnych mistrzostwach Polski, rozegranych w marcu 1953 r. w Szczyrku został wicemistrzem kraju w slalomie gigancie, za Ciaptakiem (startowało 99 zawodników), był 5 w biegu zjazdowym na Skrzycznem. Na Mistrzostwach Polski 1954 r. był 12 w slalomie gigancie, 6 w zjeździe i 10 w trójboju alpejskim. W 1955 r. jest 8 w zjeździe i 4 w trójboju alpejskim. W 1956 r. na Mistrzostwach Polski w Szklarskiej Porębie był piąty w slalomie specjalnym (zwyciężył Stanisław Gogólski) i także 5 w zjeździe. W tym samym roku startuje za granicą, w Megeve we Francji, zajmując 32 miejsce. W 1957 r. był wicemistrzem Polski w zjeździe za Stefanem Dziedzicem (AZS Zakopane), w slalomie gigancie zajmuje 4 miejsce. Na Mistrzostwach Polski w 1960 r. zajmuje dalszą lokatę, jest 6 w slalomie gigancie. W 1961 r, zdobywa upragniony tytuł mistrza Polski w slalomie gigancie. Trasa slalomu prowadziła z Beskidu w stronę Hali Gąsienicowej, a slalom rozegrano w kwietniu, podczas ciężkich warunków. Stanisław Wawrytko II zwyciężył także w trudnych zawodach w Dolinie Rohackiej. W 1962 r. zakończył karierę zawodnika narciarskiego. Wspominał: "w 1962 r. upadłem na treningu podczas biegu zjazdowego i popsułem sobie nogę i wycofałem się z czynnego uprawiania narciarstwa".
Legenda Kasprowego Wierchu...

Fot. Archiwum Wojciech Szatkowski


Po zakończeniu kariery narciarskiego zawodnika nie zerwał z deskami, a wręcz przeciwnie. Zaczął prowadzić warsztat narciarski na "Kasprowej Górze" i prowadził go przez 33 lata, od grudnia 1964 roku do 1998 r. Kogo tu nie było, przez warsztat "Ciostki" przewinęły się setki wybitnych ludzi, nie tylko sportowców. Bywali tu zawodnicy, ministrowie, a nawet prezydenci. Stanisław Wawrytko ostrzył narty kardynałowi Karolowi Wojtyle, gdy ten zimą zaglądał na Kasprowy. Można więc powiedzieć, że Stanisław Wawrytko II był legendą polskiego narciarstwa. Twierdził, że narciarstwo dało mu najszczęśliwsze lata życia. Gdy opowiadał o tych chwilach, jego oczy nabierały niesamowitego blasku, wspominał: "Pamiętam, kiedy po pracy w warsztacie na Kasprowym wracałem do domu i oglądałem z Kasprowego piękny zachód słonka za Zachodnimi Tatrami i świecące w dole maleńkie światła Zakopanego. Pamiętam Święta Bożego Narodzenia na Kasprowym, kiedy wszyscy składali sobie życzenia i była wspaniała atmosfera. Pamiętam zimy wspaniałe i pełne śniegu i te gorsze, bezśnieżne, za to z kurniawami. Najpiękniejsza zima którą pamiętam, to zima "fisowa" w 1962. Dużo śniegu było też w czasie pamiętnej zimy 1981/ 1982. Jeździłem też po żlebach: pod Palcem, Wściekłymi Wężami do Doliny Jaworzynki, z Kopy Magury przez Stare Kopalnie do Kuźnic, Mechy - to były i są nadal piękne zjazdy w terenie. Tak, mogę powiedzieć, że narciarstwo dało mi najpiękniejsze przeżycia " – wspominał w jednym z wywiadów. Tak kończył swoją opowieść o nartach St. Wawrytko II, który poświęcił "białemu szaleństwu" ponad 50 lat swojego życia. Odszedł od nas kilka lat temu, ale pamięć o "Ciostce" trwa nadal, tworząc kolejną legendową postać Kasprowego Wierchu...

Wojciech Szatkowski, Muzeum Tatrzańskie