Menu

Współpraca

Zaloguj się

Jeżeli nie posiadasz jeszcze konta w naszym serwisie, zarejestruj się już teraz.
Zapomniałeś hasło? Kliknij tutaj.

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać na adres e-mail najświeższe wiadomości z naszej strony, wpisz go poniżej.

Olimpiada w Tatrach

Olimpiada Kraków – Tatry – Lwów?

Fot. Archiwum Biuro senatora Stanisława HodorowiczaWywiad z prof. Stanisławem Hodorow.iczem, Senatorem RP. W pracach Senatu prof. Stanisław Hodorowicz reprezentuje Ziemie Górskie, a w szczególności bardzo mu bliskie tereny trzech powiatów: nowotarskiego, tatrzańskiego i limanowskiego. To jego osobie Podhale zawdzięcza założenie i rozwój Podhalańskiej Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej z siedzibą w Nowym Targu. Regionalista, znawca góralskiej gwary i obyczaju, oddany sprawom regionu. Zaangażowany w inicjatywy związane z regionem, w tym – w koncepcję zorganizowania Zimowych Igrzysk Olimpijskich.

Jakie jest pana stanowisko w sprawi koncepcji zorganizowania w Polsce Zimowych Igrzysk Olimpijskich?

Patrzę na tę kwestię wielopłaszczyznowo. Z punktu widzenia regionu, Polski, uważam, że byłoby to wskazane. Doświadczenie związane z organizacją Euro to dowód, że jednak w pewnych sytuacjach potrafimy się zmobilizować; wykrzesać z siebie – jako Polacy – energię, zapał, wolę działania, ale także i zmysł organizacyjny. I to służyć powinno rozwojowi w sensie cywilizacyjnym; także temu, by mocniej zaznaczać nasze miejsce, może szumnie powiem, wśród społeczności europejskiej, wśród społeczności świata. To jest aspekt globalny. Na poziomie regionu bez wątpienia organizacja olimpiady przełożyłaby się bezpośrednio na jego rozwój. Oczywiście trzeba sobie zdać sprawę także i z pewnych niebezpieczeństw. Po pierwsze ten rozwój powinien być racjonalny. Nie powinien skończyć się przysłowiową klapą, ograniczyć się do tego jednego aktu udanej olimpiady, ale powinien skutkować także i w perspektywie kolejnych lat. Mam tu na myśli wykorzystanie wszystkich obiektów, które ewentualnie zostałyby wzniesione. Równocześnie ewentualna olimpiada i wszystko, co się z nią wiąże, nie powinna spowodować dewastacji naturalnych walorów naszego regionu. Przystępując do tego typu przedsięwzięcia należałoby to zrobić w sposób racjonalny, tak by nie popełnić poważnych błędów, chociażby w budowie infrastruktury. Bo można zbudować takie czy inne obiekty, gmachy, drogi, ale równocześnie można bardzo wiele rzeczy zniszczyć. To naprawdę wymaga bardzo racjonalnego, przemyślanego podejścia, takiego, które będzie przewidywać ewentualne skutki poczynionych działań. No i wreszcie musimy się zastanowić nad kosztami. To nie jest takie proste powiedzieć: olimpiada – idziemy w to. Trzeba sobie zadać pytanie, czy organizacja olimpiady jest możliwa tylko własnym wysiłkiem. Mam na myśli wysiłek nasz, polski. Czy też możliwy będzie przy współudziale partnera słowackiego? A możne nie tylko słowackiego? A może także przy współudziale Ukrainy? Może olimpiada karpacka? O tym się do tej pory nie mówiło, ale o organizację Igrzysk ma starać się przecież także i Lwów.

Czyli z konkurenta uczynić sprzymierzeńca?

Dokładnie tak, to wymaga przeprowadzenia rozmów, ale pewne doświadczenia już mamy biorąc pod uwagę Euro. To także integrowałoby w sposób zasadniczy ziemie górskie, z punktu widzenia wyszechradzkiego, nawiązywałoby do pewnej historii, tradycji. Do tańca trzeba dwojga. A może nawet trojga? To byłaby także symbolika integracji europejskiej. Rzecz nie jest prosta, wymaga przełamania stereotypów. Do tej pory olimpiady były organizowane na zasadzie wyłącznej państwowej. Ale może nadszedł czas, by w jednoczącej się Europie inaczej na to popatrzeć? Dokonać zasadniczego kroku? Oczywiście będzie to wymagać zmiany decyzji przez władze olimpijskie. Mnie osobiście taka wspólna inicjatywa ze Słowacją i Ukrainą bardzo odpowiadałaby. Wiem, że zostały podjęte działania, rozmowy ze Słowacją. Pewnych konkurencji nie da się u nas przeprowadzić bez poważnych inwestycji, więc podparcie się od tej strony Słowacją byłoby cenne i istotne. Ale musimy sobie zdawać sprawę z subtelności, które z tym się wiążą. My musimy do tego Słowaków przekonać, oni w takim podejściu także muszą widzieć swój interes. Podsumowując – jestem zwolennikiem zorganizowania Zimowych Igrzysk Olimpijskich. Najchętniej optowałbym za wariantem „karpackim” - wspólnym z Ukrainą i Słowacją. Aczkolwiek także postrzegam wiele trudności z tym związanych i wiele ograniczeń, które należy rzeczywiście pokonać, żeby ta idea przebiła się tak u nas, jak i ewentualnie u sąsiadów, ale także i w społeczności szerszej, międzynarodowej. Jednym z podstawowych problemów jest koszt całego przedsięwzięcia. Ten musi być skrupulatnie wyliczony.

Zanim wniosek o zorganizowanie igrzysk trafi do MKOL-u, musi mieć poparcie rządu. Bowiem tylko niewielką część pokrywa MKOL, większość biorą na siebie państwa organizujące.

Za ideą, a raczej konkretnym pomysłem popartym rzetelnymi szacunkami muszą iść gwarancje rządowe i tu trudno się dziwić, że premier, rząd będą oczekiwać jasnych w tym zakresie danych. Musimy wiedzieć, czy to jest kilka miliardów, kilkanaście, czy może kilkadziesiąt? Kwota zależeć będzie od opcji, którą przyjęlibyśmy, lub która się wykluje.Gdyby była to opcja tylko polska, to ciężaru finansowego przedsięwzięcia nie udźwigniemy. Oznaczało by to bowiem koszt kilkudziesięciu miliardów zł; może 20 może 30, może nawet więcej. Trudno oczekiwać, że taka kwota zostanie zadeklarowana przez rząd, szczególnie w trudnym dla budżetu państwa okresie.

Rozmowy ze Słowacją już były prowadzone.

Tak, ale jasnych deklaracji nie ma. Ogólnie powiedziane zostało, że konkurencje alpejskie rozegrane zostałyby właśnie na Słowacji, ze względu na określone uwarunkowania terenowe, chodzi m.in. o różnicę poziomu od startu do mety. Plus oczywiście gotowa infrastruktura, którą posiadają Słowacy. Nasze możliwości w tym zakresie są ograniczone. Chociażby nasze podhalańskie możliwości, czy tatrzańskie – nie spełniają tych kryteriów. Nie wiem, jak Szczyrk, czy inne regiony, ale też prawdopodobnie nie. Więc tu siłą rzeczy należałoby skierować się w stronę Słowacji. Również Słowacja ma swoje tradycje, np. hokejowe i w związku z tym najprawdopodobniej także zechce, by pewne imprezy, może nawet finałowe, odbyły się na ich terenie. Z tym się trzeba oczywiście liczyć.

Jakie kroki należy zatem podjąć?

Po pierwsze trzeba znać uwarunkowania - ile olimpiada globalnie będzie kosztować. I jak najszybciej podjąć działania, które określiłyby, z kim i w jakim stopniu dzielimy się kosztami. I czy jesteśmy w stanie to udźwignąć. Proszę zwrócić uwagę, że olimpiada, która odbędzie w Rosji, to są bajońskie kwoty, podobno około 70 miliardów dolarów. Nie pamiętam, czy tyle to musi kosztować, czy może organizatorzy tak do tego podeszli mając potrzebne sumy. Jeśli będziemy znać koszty, to nie ulega najmniejszych wątpliwości, że wtedy rząd powinien wydać decyzję w sprawie gwarancji. Na to jest bardzo niewiele czasu. W tym roku decyzje te powinny zapaść, i to jak najszybciej. To także decydentów stawia w bardzo trudnym położeniu. Ponieważ wszystko jest jeszcze w sferze labilnej. Osobiście uważam, że Polski nie stać na to, żeby samodzielnie tę imprezę przeprowadzić. Abstrahuję od uwarunkowań związanych z terenem, posiadaniem odpowiednich tras, przewyższeń, homologacji. Oczywiście wszystko można sobie wyobrazić – że kopiemy dół, albo górę nadstawiamy, ale tu już jesteśmy w sferze absurdu. Jeśli jednak zapadłaby decyzja na tak, zacznie się czas poważnej organicznej pracy, by bez blamażu olimpiada się udała. Pewne obiekty muszą powstać, inne ulec modernizacji. W zasadzie nie mamy takiego obiektu, który bez poprawek możemy w tym momencie przeznaczyć na olimpiadę. Oprócz tego dochodzi ogromna sprawa infrastruktury, logistyki, komunikacji. Oczywiście temu wszystkiemu można podołać, ale należy to robić z jednej strony dla zabezpieczenia olimpiady, z drugiej strony – by wszelkie inwestycje miały dalszą perspektywę. By to nie był to jednorazowy garnitur cz kreacja, którą później należy wyrzucić, albo która się rozsypie. Mamy w tym zakresie pewne doświadczenie. Pozytywne jest to, że zbudowaliśmy piękne stadiony, ale są też negatywy - stadiony za mało na siebie pracują. Trzeba uważać, by nie doprowadzić do takiej sytuacji, że będziemy wzorem Kanady rozbierać później obiekty olimpijskie.

Dziękuję za rozmowę.