Menu

Współpraca

Zaloguj się

Jeżeli nie posiadasz jeszcze konta w naszym serwisie, zarejestruj się już teraz.
Zapomniałeś hasło? Kliknij tutaj.

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać na adres e-mail najświeższe wiadomości z naszej strony, wpisz go poniżej.

Artykuły

O sprawach górali, Zakopanego, Podhala

Dodano: Środa, 7 kwiecień 2010 / Ilość wyświetleń: 1517- Może pan opowiedzieć o swojej działalności artystycznej? Wydaje mi się, że w dużym stopniu jest ona związana z góralszczyzną.

- Idzie w dwóch kierunkach. Była to działalność związana z zespołami regionalnymi i z teatrem, niekoniecznie regionalnym, z Towarzystwem Miłośników Teatru im. Heleny Modrzejewskiej oraz Studium Słowa. Oprócz tego była też działalność poetycka. Praca dla radio krakowskiego, różnych programów, ale to są inne pokolenia, inna historia...

- Czy łatwo było połączyć działalność artystyczną z pracą samorządowca, senatora, działacza Związku Podhalan?

- Te dwie działalności powinny się uzupełniać. Wychowany zostałem przez poprzednie pokolenia działaczy Związku Podhalan, którzy zwracali uwagę na merytorykę, przygotowanie człowieka. Człowiek pracując w ZP musiał czymś się wykazać. Musiał być członkiem zespołu regionalnego, albo coś innego jeszcze robić. Popatrzmy na Władysława Walkosza, Tadeusza Staicha, Stanisława Gąsienicę Gładczana. To byli z jednej strony działacze związkowi, nawet czasem polityczni, ale Stanisław Gąsienica Gładczan był jednocześnie rzeźbiarzem, o czym mało kto wie. Jednym z nielicznych przedwojennych wykształconych rzeźbiarzy. Skończył warszawską ASP. Byli to ludzie wybitnie przygotowani, wykształceni jeszcze w czasach zaboru austriackiego. Inżynier lub działacz społeczny oprócz tego, że zajmował się swoją pracą, był rysownikiem, malarzem, zawsze coś jeszcze robił. Dlatego w Związku Podhalan wszystko razem się trzymało. ZP na początku miał sekcję teatru, kółko rolnicze, z którego potem wyrosła gminna spółdzielnia, oraz kasę zaliczkową, z której z kolei wyrósł Podhalański Bank Spółdzielczy. Była to wiec grupa ludzi, która wszystko to ożywiała i kierunkowała. Zakopane było równe nawet kurortom alpejskimi, takimi jak Davos. Dokładnie wzorowaliśmy się na Szwajcarii.

- Dziś, gdy pan jest zajęty w pracy zawodowej, ma pan czas na pisanie wierszy, działalność artystyczną?

- W życiu zawsze trafiam tam, gdzie trzeba czyścić stajnię Augiasza. Tak było ze Związkiem Podhalan po roku 1951, kiedy trzeba było tworzyć nowe struktury, które zresztą się nie przyjęły, do dziś Związek idzie w ilość a nie jakość. Podobnie nie utrzymała się koncepcja Tatrzańskiego Ośrodka Swojszczyzny. Dzisiaj została tylko nazwa; zapominają, co to było, że to była duża idea; forpoczta powiatu tatrzańskiego. Tatrzański Ośrodek Swojszczyzny powstał w 1987 roku. Ale wcześniej, od 1984 roku, pracowała Rada Programowa. Idea tworzona była w dyskusji z ludźmi, którzy działalność organizacyjną, społecznikowską, prawdziwą pracę u podstaw, wywodzili jeszcze z zaboru austriackiego. Potem następne pokolenie niezdolne do dyskusji na ten temat nie przyjęło tego, tylko marnotrawiło.

-Jak ocenia pan dzisiaj znaczenie Związku Podhalan?

- Rola ZP jest zmarginalizowana. Chociażby w Zakopanem, tak jak 2 podstwowe sprawy, którymi Związek w Zakopanem powinien się zajmować: sprawa wypasu wysokogórskiego, tatrzańskiego, oraz dorożkarstwo zakopiańskie. Rola Związku będzie nadal karlała. Na 100-lecie Związku Górali poza odsłonięciem tablicy, nic w Zakopanem się nie dokonało. I jeszcze rozbierano Tatrzański Ośrodek Swojszczyzny. Za rok jest 100-lecie Zjazdu Podhalan, czyli dla górali karpackich najważniejszego zjazdu. Czy trwają jakieś przygotowania do zjazdu? Czy coś się na tę okoliczność zbuduje, zrobi? Traktuję swoją wypowiedź jako zaczyn -może ktoś coś zrobi?

- Laikowi jednak może wydawać się, że górali widać...

- Górali widać, ponieważ różne momenty historyczne sprawiły, że strój góralski był najlepszą przepustką do tronu papieskiego. Aż tak daleko. 7-krotnie w czasie pontyfikatu Jana Pawła II będąc w Watykanie nikt nigdy nie zapytał mnie o żadne przepustki. Byłem w stroju góralskim i dochodziłem do Ojca Świętego, jeszcze za mną podążali inni. Pamiętam, jak ludzie, zakopiańczycy, nawet ci, którzy z okolic przybywali do Zakopanego, po prostu przebierali się w strój góralski. Ale gdyśmy studiowali, to byliśmy tutaj z Andrzejem Gąsienicą Makowskim, Jaśkiem Fudalą, pierwszymi góralami, którzy jako młodzi ludzie ubierali się w stroje. Niektórzy wytykali nam to. -Co wy w ogóle robicie? To nie w tym kierunku powinna iść tutejsza inteligencja -mówili.

- Teraz ubrać się w strój góralski oznacza prestiż.

- Dokładnie tak.
(...)

- Poprzez swoją wieloletnią pracę samorządowca, senatora, burmistrza, sekretarza miasta, zarządcy Geotermii, w końcu dyrektora Centralnego Ośrodka Sportu w Zakopanem ma pan doskonały ogląd na przekrój najważniejszych spraw i problemów Zakopanego, Podhala i Tatr. Jakie pana zdaniem są to problemy i sprawy?

- Najważniejszy problem polega na tym, że wszystkie sprawy ważne dla Zakopanego i Podhala są niedokończone. Np. Geotermia. Geotermia wynikała z głębokiego zaangażowania się Związku Podhalan w sprawy środowiska. Myśmy powołując Radę Naukową, nie użyli podczas konferencji słowa ?ochrona". Myśmy użyli wtedy słowa "ratowanie" środowiska przyrodniczego (...) Geotermia została tylko w części zrealizowana. By mogła efektownie i efektywnie działać, najpierw Geotermię powinien był przyjąć Nowy Targ. Z Białego Dunacja do Nowego Targu jest9 km, w dodatku -w dół. To Nowy Targ potrzebuje tlenu przy tym zamgleniu, nie mówię -zadymieniu - i spalaniu odpadów kożuszniczych (...) Ale Nowy Targ nie przyjmuje Geotermii, ponieważ Zakopanego ma Geotermię. To kompleks Zakopanego, znam ten temat. Zakopane również nie doprowadziło geotermii do końca. Miasto nie ma do dziś ochrony programu powietrza. Gdyby taki program miało, wzięłoby dodatkowe środki, które były do dyspozycji (...)
Zakopiańska niecka potrzebuje Geotermii. Oczywiście, że uzupełnionej gazem. Nie ma wymogu ustawowego, by miasto miało program ochrony powietrza, bo ma go mieć powiat, ale tego Zakopane absolutnie powinno taki program mieć.
Zakopanemu brakuje modelu administracyjnego. Z historycznych osiedli zostały porobione ulice. Po co? W ogóle temat rolniczego charakteru Olczy, Harendy, czy peryferii miasta przez Olczański, Bachledzki Wierchu Pasmo Gubałowskiego, w ogóle nie został dostrzeżony. Istnieje Rada Miasta, ale nie ma rady ulic, nie ma rady dzielnicy. Urzędnicy, radni, rządzą jak chcą (...) Gdyby Zakopane taki model miało, niepotrzebny byłby park kulturowy -gdyby były zrobione granice osiedli. Zwykłe granice nie pozwoliłyby na nielegalną rozbudowę. Zniszczone zostały nawet granice rolno-leśne.

- Zwłaszcza, że dzielnice Zakopanego, jak Olcza, Harenda, Cyrhla, to oddzielne enklawy.

- I ten walor należałoby zachować.