Menu

Współpraca

Zaloguj się

Jeżeli nie posiadasz jeszcze konta w naszym serwisie, zarejestruj się już teraz.
Zapomniałeś hasło? Kliknij tutaj.

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać na adres e-mail najświeższe wiadomości z naszej strony, wpisz go poniżej.

Artykuły

Kierownik kolejki - odpowiedzialny za bezpieczeństwo ludzi i sprzęt

Dodano: Środa, 2 luty 2011 / Ilość wyświetleń: 1545- Jak to się stało, że zaczął pan pracować na kolejce?

- Pracę zacząłem bezpośrednio po studiach. Skończyłem Politechnikę Krakowską - Wydział Mechaniczny. Pracę rozpocząłem w dniu dziecka, 1 czerwca 1972 roku. W Zakopanem było wówczas ciężko o pracę. Ponieważ całe życie byłem związany z nartami, byłem reprezentantem Polski w narciarstwie alpejskim, znałem dobrze Kasprowy. Bezpośrednio po studiach zostałem przyjęty do działu technicznego, po pół roku, czyli od listopada 1972 zostałem oddelegowany na stanowisko zastępcy kierownika kolei linowej Kasprowy Wierch. I tak się moja przygoda rozpoczęła. Skończyła się praktycznie w 2008 roku. Jak łatwo policzyć, na kolejce przepracowałem 36 lat, z tym ze rok miałem przerwę - byłem na kontrakcie w Kuwejcie, oraz 4 miesiące na kontrakcie w Iraku. Przez pierwsze 3 - 4 lata byłem jeszcze czynnym zawodnikiem. Narciarstwo alpejskie uprawiałem do 1978 roku. A potem już praktycznie cały czas byłem związany z kolejką.

- Czyli zanim zaczął pan pracę na kolejce, poznał pan stoki Kasprowego jako narciarz, zawodnik.

- Trasy znałem "w ciemno", wiedziałem, jak należy je przygotować. Z narciarstwem, sportami i Kasprowym związany byłem od dziecka. Jestem zakopiańczykiem, tu się urodziłem.

- Na czym w praktyce polegała pana praca na kolejce? Co pan robił?

- Najpierw byłem zastępcą kierownika, a potem przez wiele lat - kierownikiem. Po powrocie z Kuwejtu znów kilka lat pracowałem jako zastępca kierownika. Już praktycznie kończąc swoją pracę ponownie zostałem kierownikiem. Moje obowiązki polegały przede wszystkim na organizacji pracy, na zapewnieniu bezpieczeństwa, prowadzeniu wszystkich remontów, na zmianę podczas 2 cykli pracy: eksploatacji kolei oraz remontów. Do tego dochodziła odpowiedzialność za bezpieczeństwo, za pracowników, pasażerów, urządzenia, stan majątkowy. A w okresie remontów odpowiedzialny byłem za prowadzenie robót, odpowiednie ich przygotowanie, oraz utrzymanie w gotowości i dobrym stanie tych urządzeń, które wtedy miały po 40, a potem po 70 lat...

Z archiwum Kazimierza Korzeniowskiego.


- Czy przez te lata kolejka bardzo się zmieniała?

- Kolejka się nie zmieniała. Była eksploatowana, trzeba był zmieniać liny, wagony były 3 raz zmieniane. Ale sama kolej nie.

- Bardzo dużo zależało od człowieka, w nowej wszystko jest zautomatyzowane

- Naturalnie. Wszystko odbywało się manualnie, całe sterowanie, zatrzymywanie kolejki, zwalnianie - to wszystko zależało od człowieka oraz sprawności komunikacji pomiędzy wagonem a maszynistą. W tej chwili jest zupełnie już inaczej. Uruchamianie kolei, zatrzymanie - to jest wciśnięcie guzika. I kolej sama jedzie, zwalnia na podporach, potem zatrzymuje się w stacjach - sama. Wtedy praktycznie wszystko zależało od człowieka.

- Ale podobno stara kolej była bardzo bezpieczna.

- Tak, jeśli dochodziło do wypadków, to z udziałem pracowników. W tym okresie zginęło 2 pracowników. Jeden wypadek wydarzył się w czasie transportów nocnych. Jeden z pracowników coś zawalił i wjechał wagonem do peronu. Ale z ludźmi praktycznie nie było wypadków, poza takimi zdarzeniami, gdy linę zarzuciło, i trzeba było przeprowadzić ewakuację.

- Czy często zdarzały się ewakuacje pasażerów? Słyszałam o rosyjskiej wycieczce, którą trzeba było ewakuować z wagonu.

- Tak, było to w czasie wiatru, chyba mocno zahamowali, lina została zarzucona i trzeba było wycieczkę ewakuować. I całe szczęście może, że rosyjską - oni byli zdyscyplinowani i udało się wszystkim zejść po podporze. Z drugiej strony dobrze, że nie wzięto tego za sabotaż i nie pociągnięto nikogo do odpowiedzialności...To były lata 70.

- Czy często się zdarzało, że kolejką wyjeżdżały jakieś znane osobistości?

- Pamiętam wizytę prezydenta Finlandii, choć wtedy jeszcze nie pracowałem. Przy każdej podporze stała obsada. Potem zjechali na dół ze Staszkiem Marusarzem na Gąsienicową, poszli na spacer na biegówkach, myśmy wtedy byli zawodnikami i trenowaliśmy wtedy na Kasprowym. Na Kasprowy jeździł też wielu oficjeli polskich i nie tylko. Z lat komuny Cyrankiewicz, później byli także prezydent Wałęsa, prezydent Kwaśniewski, Lech Kaczyński, który przyjechał na otwarcie nowej kolejki. Był wtedy bardzo silny wiatr i dojechał tylko do Myślenickich Turni. Oczywiście największą osobowością to był Jan Paweł II, który nas odwiedził. Niby wszyscy wiedzieli, ale nikt do ostatniej chwili nie był pewien, czy przyjedzie, czy nie. To było zorganizowane w tak wielkiej tajemnicy. Dziennikarzom powiedzieli, że papież jedzie na Bachledówkę, a przyjechał do nas. I pojechaliśmy na górę.

- Dobrą miał pogodę?

- Tak, była dobra widoczność, tak, że góry widział. Słońca nie było, zresztą to było już ok. godz. 17. Wyjechał jeden wagon. On i jego świta - m.in. kardynał Dziwisz. Cała obsada. Ja też się tam załapałem na ten wyjazd. Pełny wagon był. Dziennikarze, którzy dostali tę informację, wyjechali wcześniej. Tylko jedna z telewizji wiedziała, tak, że nie było wiele osób.

- Podobało mu się?

- Tak, widać, że wspominał. Pokazywał na Goryczkową, gdzie dawniej jeździł. Wspominał pracownika, u którego bywał - Ludwika Skawińskiego, to był stacyjny.

- Jacy byli wtedy ludzie ? klienci, turyści? Czy było ich wielu? Pracował pan w trudnych czasach. Czy też były tłumy do kolejki? Ludzie ponoć stali z nartami od 5 rano?

- Wtedy było zupełnie inaczej. Były nawet mniejsze tłumy, a kolejki do kas były większe, bo kolejka przewoziła 180 osób na godzinę. Tłumy były niesamowite, stało się od 6 godziny w Kuźnicach, potem tak samo stało się po 2 - 3 godziny na Gąsienicowej czy Goryczkowej, żeby raz się przejechać. Dodatkowe tłumy i kłopoty były, bo był handel miejscówkami. Konie, które przychodziły o 3 - 4 rano, ustawiały się i wykupywały bilety. Próbowaliśmy z tym walczyć różnymi metodami. Ograniczaliśmy sprzedaż do 2 biletów na osobę - głównie ze względu na koników, choć to również uderzało w ludzi, bo niektórzy przyjechali, chcieli kupić 3 - 4 bilety...

- Gdzie oni handlowali biletami? Zaraz przy dolnej stacji kolejki?

- Przy dolnej stacji, przy rondzie... Mieli swoją dystrybucję opanowaną perfekcyjnie i żyli z tego. Nie było na to metody. Policja mówiła: to jest wasz teren, wasza sprawa. Nie mogliśmy stosować wobec nich żadnych restrykcji, poza tym, że mogliśmy im nie sprzedać, jak się widziało, że kupował 2 raz. Ale to z kolei było przyczyną awantur: on mówił, że wcześniej nie stał, a myśmy widzieli, że stał. Do tej pory w zasadzie działają koniki, może na innych zasadach - teraz nie sprzedają biletów, tylko wprowadzają ludzi do kolejki.

- Czy w tamtych czasach nie było więcej narciarzy na Kasprowym? Teraz ludzie jeżdżą w Alpy, dawniej przyjeżdżali głównie na Kasprowy...

- Kasprowy to była święta góra. Wszystko, co jeździło, to Szczyrku albo w Zakopanem. Wtedy od pierwszego do ostatniego dnia zimy kolejka jeździła z obłożeniem 80 - 90 procent, co w tej chwili się skończyło. W tamtych latach najlepszym okresem był marzec.. Ciepło, największy sezon w Zakopanem. Teraz o tym trzeba zapomnieć. Marzec w Zakopanem to już są pustki, już w ogóle nie ma ludzi. Ludzie jeżdżą w Alpy, a u już patrzą, jak tu wsiąść na rower o tej porze roku. Wtedy - dokąd się jeździło, to było pełne obłożenie.

- A pan jako zawodnik trenował w Alpach, czy raczej u nas, na Kasprowym?

- Jeśli jeździliśmy w Alpy, to raczej na zawody. Obozy w Alpach zdarzały się sporadycznie. Może jeden czy 2 razy pojechaliśmy na pierwszy śnieg, na listopadowe czy grudniowe na treningi. Potem trenowaliśmy tylko w Zakopanem, czasem to był Szczyrk, Szklarska Poręba.

- Jak jako zawodnik ocenia pan tamte trasy zawodnicze na Kasprowym, którymi wtedy jeździliście?

-To są te same trasy co teraz, trochę inaczej przygotowane. W tamtych czasach nie było maszyn, my sami przygotowywaliśmy trasy. Niejednokrotnie jeździło się w dziurach po pas. W tej chwili tamte trasy byłyby niedopuszczone, ale tak się jeździło i tak się trenowało.

- Pamięta pan z czasów zwodniczych na Kasprowym Wierchu jakieś wspomnienie?

Kłopoty sprawiał głównie wiatr. Parokrotnie w czasie mojej prac część ludzi została odcięta na Kasprowym i co tu robić... Był jeden przypadek, że ok. 200 osób zostało odciętych na Kasprowym. Część ludzi nocowała tam, część koczowała, część mocniejszych - zeszła, goprowcy sprowadzili ich na dół.

- Stara kolejka bardzo się różniła od nowej?

- Tak. Teraz nie ma niebezpieczeństwa zarzucania lin. Ten problem skończył się zupełnie. Jest wiele udogodnień. Teraz jest łatwiej. Co prawda wiatr również paraliżuje ruch, jak w dawnych latach.

- Często bywa pan na Kasprowym? Jeździ pan nową kolejką? Na nartach?

- Często może nie, ale kilka razy w zimą jadę, czasem z wnukiem, a czasem latem jedziemy na wycieczkę.

Z archiwum Kazimierza Korzeniowskiego.


- Dziękuję bardzo za rozmowę.


Zdjęcia: Archiwum Kazimierz Korzeniowski