Menu

Współpraca

Zaloguj się

Jeżeli nie posiadasz jeszcze konta w naszym serwisie, zarejestruj się już teraz.
Zapomniałeś hasło? Kliknij tutaj.

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać na adres e-mail najświeższe wiadomości z naszej strony, wpisz go poniżej.

Prywatyzacja PKL

Piotr Bąk: zdecydowany głos przeciw prywatyzacji PKL

Piotr Bąk na Kasprowym Wierchu. Fot. Paweł BąkWywiad z Piotrem Bąkiem, zakopiańczykiem, w latach 2001 - 2006 burmistrzem Zakopanego, obecnie radnym Powiatu Tatrzańskiego, b. członkiem Rady Naukowej Tatrzańskiego Parku Narodowego i Państwowej Rady Ochrony Przyrody, prezesem Zarządu Klubu im. Władysława Zamoyskiego, rzecznikiem pozostawienia Polskich Kolei Linowych w strukturach PKP.

- Jakie jest pana zdanie na temat prywatyzacji Polskich Kolei Linowych? Wydaje się być ona przesądzona.

- Zacząłbym od tego, że moim zdaniem nic nie jest jeszcze przesądzone. Natomiast wiele zależy od nas. To, co jest planowane w tej chwili, to nie jest żadna prywatyzacja, tylko wyprzedaż majątku narodowego; wyprzedaż niemądra i nieracjonalna. Jestem rzecznikiem gospodarki prywatnej - sam prowadzę działalność gospodarczą i moja działalność zawodowa była zawsze związana z sektorem prywatnym, wyjąwszy oczywiście pracę w samorządzie. I dobrze wiem, na czym polega firma prywatna, co to jest prywatyzacja, oraz według jakich zasad i kryteriów powinna się odbywać. To, co proponuje PKP, to jest nieodpowiedzialna wyprzedaż na szkodę spółki PKL S.A. Gdy chce się coś sprzedać to chyba po to by uzyskać dobrą cenę. Natomiast Zarząd PKP postępuje tak, jakby chciał sprzedać PKL jak najszybciej i za marne pieniądze. Bo chce sprzedać majątek, gdy koniunktury na taką sprzedaż nie ma; nie chce przygotować maksymalnie szerokiej oferty sprzedaży np. przez giełdę, tylko zamierza sprzedać spółkę konkretnemu oferentowi z pominięciem szerokich rzesz zainteresowanych. Chodzi o to, by pozbyć się PKL jak najszybciej bo tak zapisano w strategii PKP. Generalnie jestem przeciwnikiem takiej prywatyzacji, mam nadzieję, że do niej nie dojdzie. Gdyby do uczciwej prywatyzacji doszło, powinna odbyć w sposób otwarty, akcje powinny być dostępne dla całego społeczeństwa: sprzedaż poprzez giełdę. Tak by możliwość kupienia akcji mieli zarówno właściciele działek na Gubałówce, narciarze, jak i lokalne podmioty gospodarcze. I nie sprzedawałbym całej firmy, tylko zachowałbym pakiet kontrolny dla podmiotu publicznego, państwowego. Sprzedałbym 49 procent, akcji, nie od razu, tylko stopniowo, żeby zobaczyć jaka jest cena. Nie jestem znawcą giełdy, ale wiem, że tak się to robi: nakręca się koniunkturę i cenę by uzyskać jak najlepszy efekt.

- Czy pana zdaniem jest jeszcze możliwość, by zmienić sposób prywatyzacji?

- Nie ma jeszcze rozpoczętego procesu prywatyzacji. To na razie są tylko wstępne dyskusje, które już wyhamowały pośpieszne działania PKP. Zarząd PKP twierdzi w swoich pisemnych wystąpieniach - odpowiedziach na nasze pisma, czy też interpelacje posłów, że spółka PKP powołana jest do innych zadań– do organizacji wielkiego transportu, budowy i eksploatacji linii kolejowych. A PKL to jest dodatek i kłopot. W mojej ocenie powinno być inaczej. PKL to nie kłopot, ale powód do dumy, element promocyjny. PKP, w wyniku niezbyt udanej reformy podzieliły się na mniejsze spółki, w większości źle działające, nierentowne. Wśród tych spółek PKL S.A. jest pozytywnym przykładem firmy, która inwestuje, rozbudowuje majątek, jest bardzo dobrym klientem dla banków; i która to spółka każdego roku do PKP zanosi 10 mln zł dywidendy. A więc kłopotu nie ma PKP żadnego, nic nie ryzykuje, kosztów też nie ma. Ma tylko splendory. Należałoby zatem wprowadzić umiejętnie PKL w program promocji polskich kolei, połączyć ofertę PKL z ofertą PKP proponując nowe produkty, a efekt mógłby być zaskakujący.

- Czy pana zdaniem odpowiednim działaniem byłoby pozostawienie PKL w strukturach PKP? Czy dla klientów PKL – narciarzy, turystów – nie lepszym rozwiązaniem byłaby odpowiednio przeprowadzona prywatyzacja?

- Absolutnie nie. Obecna sytuacja ma genezę w początkach firmy, bo przed wojną, gdy kolej na Kasprowy była budowana przez Towarzystwo Budowy i Eksploatacji Kolei Linowej Zakopane (Kuźnice) – Kasprowy Wierch, 51 procent udziałów spółce miało właśnie PKP. Przez całą historię firma PKL związana była z PKP i nie ma żadnych powodów, żeby to zmieniać. Wszyscy wokół starają się uzasadnić, dlaczego szerokie kręgi społeczne są przeciw prywatyzacji. A ja bym odwrócił pytanie: dlaczego PKP chce sprzedać PKL? Jest to niezrozumiałe i dotychczas nie podano publicznie poważnego uzasadnienia. Wyjaśnienie znajduje się w odpowiedzi na interpelację pani poseł Jagny Marczułajtis Walczak, którą sformułował jeden z podsekretarzy stanu, wiceminister Maciej Jankowski – cytuję: „Prywatyzacja spółki PKL SA wiąże się z możliwością pozyskania przez PKP S.A. środków finansowych niezbędnych do spłacenia części zobowiązań z tytułów zaciągniętych kredytów i wyemitowanych obligacji gwarantowanych przez skarb państwa”.
Podczas ostatniego spotkania w Zakopanem Prezes Zarządu PKP S.A. p. Maria Wasiak dodała jeszcze do tego pilne potrzeby finansowe związane z remontami dworców kolejowych na terenie całego kraju.
Czyli jedynym argumentem za sprzedażą PKL, który został ujawniony, są problemy z płatnością zobowiązań przez PKP. I to jest brutalna prawda. Nie możemy się zgodzić z faktem, że PKL, w tym Kasprowy Wierch stanowiący dobro kultury, miejsce wyjątkowe pod każdym względem, dostać się ma w niepowołane ręce, z powodu problemów, jakie PKP ma z płatnościami i programem remontu dworców.

- W postawach samorządów, na terenie których znajdują się obiekty PKL, widzimy pewien rozłam. 4 samorządy – Czernichów, Zawoja, Szczawnica i Krynica-Zdrój podpisały umowy o współpracy ze słowacką firmą Tatra Mountain Resorts, zainteresowaną kupnem PKL. Dokumentu nie podpisały gminy Zakopane i Kościelisko.

- Należy wyjaśnić: Tatra Mountain Resorts, największy inwestor po słowackiej stronie Tatr to firma której akcje notowane są na giełdzie w Bratysławie. Struktura własnościowa firmy jest złożona. Część akcji spółki należy np. do Deutsche Bank. Wsród grup finansowych, do których należą akcje TMR ważne miejsce zajmuje grupa finansowa J&T z Bratysławy. W Radzie Nadzorczej TMR zasiada Jan Komornicki b. Ambasador Rzeczypospolitej Polskiej w Bratysławie.
Natomiast umowy w sprawie powołania konsorcjum, podpisane przez tę firmę i polskie samorządy, to ciekawy temat ale dla służb monitorujących korupcję w samorządzie. Bo to jest niedopuszczalne, by w sytuacji, gdy nawet nie został jeszcze ogłoszony przetarg, jednostki publiczne, organy władzy lokalnej, jakimi są samorządy, wybierały jednego, konkretnego inwestora i lobbowały na jego rzecz. Ze stratą dla innych inwestorów. Przecież to powinien być otwarty przetarg ofertowy w którym wszyscy mają mieć równe szanse. Obowiązkiem samorządu jest działać w interesie publicznym, tymczasem samorządy gotowe są wejść w układ i działać rzecz jednego, konkretnego inwestora. Postawa tych samorządów świadczy chyba o ich niedojrzałości i braku koncepcji odpowiedzi na wyzwania związane z zaistniałą sytuacją. Natomiast kluczowe jest oczywiście zachowanie się Zakopanego, ponieważ na terenie tego miasta znajduje się najważniejsza części Polskich Kolei Linowych – w sensie historycznym i biznesowym. Według mojej oceny koleje na terenie Zakopanego - Gubałówka i zespół Kasprowego Wierchu – wytwarzają blisko połowę obrotu firmy. To są najbardziej rentowne składniki spółki. Pozostałe koleje są, jak sądzę, na granicy rentowności. Stąd obawy samorządów – że jeżeli ktoś kupi spółkę w złej wierze, to podzieli ją na części, zostawiając sobie część dochodową, a słabsze jednostki sprzeda. Obawiają się więc o wynikłe stąd konsekwencje dla dalszego rozwoju swojego terenu. Pamiętajmy, że PKL kupiły kolej w Zawoi od komornika. Poprzedni właściciel doprowadził firmę do upadłości.. PKL uratowały ten obiekt. Ale kolej Mosorny Groń nie jest samodzielna finansowo, rozwój gwarantować będzie dopiero budowa kolejnych tras i kolei - są tam zresztą wspaniałe ku temu możliwości.

Kolej krzesełkowa w Kotle Goryczkowym. Fot. Agnieszka Szymaszek


- Gmina Zakopane nie podpisała umowy z TMR. Co więcej, Rada Miasta podjęła uchwałę o utworzeniu spółki Polskie Koleje Górskie i emisji obligacji. Jak pan to ocenia?

- Oceniam to jako pewien gest rozpaczy. Samorząd obawiając się zagrożeń związanych ze sprzedażą PKL, dla ratowania sytuacji gotów jest iść w tak ryzykowną inicjatywę, jak powołanie spółki prawa handlowego i kupienie części lub całości akcji PKL. Na pewno jest to zadanie trudne, ponieważ zarejestrowanie takiej spółki, zebranie kapitału i wyemitowane obligacji to czasochłonna operacja. Ale, jeżeli uda się wyhamować, spowolnić działania PKP, to pomysł może mieć pewne szanse.

- Czy jest to właściwe działanie w obecnej sytuacji?

- To jest prawidłowe działanie w interesie Zakopanego. Dlatego, że przygotowywana przez PKP sprzedaż akcji PKL zagraża poważnie Zakopanemu. Jak ocenia Tatrzańska Izba Gospodarcza, możliwe są różne negatywne scenariusze. Pierwszy negatywny scenariusz: pojawia się silny inwestor, który wykupuje wszystkie kluczowe pozycje w Zakopanem. Do sprzedania jest spółka Polskie Tatry, mówiło się też o sprzedaży kilku prywatnych hoteli. Gdyby tak się stało, inwestor ten uzyska dominującą pozycję w Zakopanem. W mieście jest ponad 5000 małych podmiotów gospodarczych, które działają na zasadzie wolnego rynku i konkurencji równych szans. Gdy pojawi się podmiot dominujący konkurencja równych szans się skończy. Inny czarny scenariusz to wrogie przejęcie. Załóżmy, że firma z zewnątrz kupi PKL, ale nie będzie zainteresowana ich rozwojem, tylko przejęciem rynku i dostarczeniem klientów na konkurencyjne rynki np. na Słowację. Modernizacja KL Goryczkowa związana będzie z utrudnieniami wynikającymi z prawa ochrony środowiska , Tatrzański Park Narodowy zachowa się ostrożnie , ekolodzy zaprotestują - więc nowy właściciel łatwo posłuży się tym pretekstem jako wytłumaczeniem, modernizacji nie przeprowadzi, a kolej zostanie zamknięta. Firma podstawi do Kuźnic autobusy: „Nie martwcie się, na Łomnicy czy Chopoku są lepsze trasy, my was tam zawieziemy”. I w sumie dla narciarzy to będzie dobre rozwiązanie. Natomiast dla Zakopanego fatalne. Miasto straci resztkę atrybutów legendy zimowej stolicy Polski. Będzie to ostateczny dowód, że niestety Zakopane to miejsce, gdzie na nartach nie da się już jeździć. Jest możliwych wiele takich negatywnych scenariuszy i to jest duże zagrożenie dla Zakopanego. Dlatego Rada Miasta praktycznie pierwsza wystąpiła w tej sprawie i działa konsekwentnie - moim zdaniem dobrym kierunku. Gdyby tego nie robiła, później radni mogliby być rozliczeni przez społeczeństwo, w wypadku gdyby sprawy poszły w złą stronę, za to, że nie dopełnili obowiązków i zaniechali koniecznych działań.

- Jakie widzi pan odpowiednie rozwiązanie tej sytuacji?

- Bardzo prosto. Zarząd PKP powinien wycofać się z zamiaru prywatyzacji PKL i opracować nową strategię rozwoju tej spółki w kontekście promocji całego PKP. Powinny zostać podjęte wstrzymane działania i strategiczne projekty. Przypomnijmy, że PKL miały np. wykupić stacje narciarską na Polanie Szymoszkowej. Przygotowania do tej transakcji zostały przerwane w związku z planowaną prywatyzacją PKL. Jest szereg rozpoczętych prac projektowych w różnych częściach Karpat, zarówno na terenie stacji narciarskich, które już działają, jak Zawoja, Szczawnica, Żar, jak też w zupełnie nowych miejscach. Wiele gmin ma w planach zagospodarowania przestrzennego zapisane możliwość budowy stacji narciarskich, tylko potrzebują kompetentnego, doświadczonego i poważnego inwestora. PKL jest dla tych gmin idealnym partnerem, reprezentującym doświadczenie i kulturę techniczną oraz potencjał inwestycyjny. Taki widzę pozytywny scenariusz i uważam, że staje się on coraz bardziej prawdopodobny.

- Klub im. Zamoyskiego prowadzi głośną akcję zbiórki podpisów ludzi nauki pod pismem do premiera RP sprzeciwiającym się prywatyzacji. Może pan przybliżyć tę inicjatywę?

- Chcieliśmy pokazać, że prywatyzacja PKL nie dotyczy wyłącznie Zakopanego, że tu nie chodzi tylko o sprawy Miasta, czy lokalne interesy. Postanowiliśmy zwrócić się o wsparcie do środowisk naukowych, konkretnie do profesorów reprezentujących wszystkie ośrodki akademickie w Polsce. Zebraliśmy w sumie 214 podpisów pod apelem do premiera RP. Został on złożony pod koniec września 2011 roku. Apel miał duży oddźwięk społeczny. Podpisały się pod nim znane osoby, również osoby pełniące ważne publiczne funkcje. Niedawno apel dostał dodatkowe wsparcie ze strony parlamentarzystów, a dokładnie – zawiązanego ostatnio Małopolskiego Zespołu Parlamentarnego, który jednogłośnie poparł go i zwrócił się w tej sprawie do Ministra transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej, któremu podlegają koleje.

- Jest zatem coraz większa szansa, że prywatyzacja zostanie wstrzymana?

- Oceniam, że chyba już została wstrzymana. Są działania przygotowawcze, natomiast jeszcze nie nastąpiła ostateczna decyzja - m.in. na skutek społecznego ruchu, który w tej sprawie się wytworzył. Na ten temat wypowiedział się szereg ważnych organów społecznych i instytucji państwowych. Przeciw prywatyzacji PKL wypowiedziały się uchwałami Rad: Gminy Zakopane, Kościelisko, Powiat Tatrzański; organy ochrony przyrody takie jak Państwowa Rada Ochrony Przyrody, Państwowa Rada Ochrony Środowiska, Komitet Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk, Tatrzański Park Narodowy – zarówno dyrektor jak i Rada Naukowa TPN, Komisja Krajowa „Solidarności” na posiedzeniu w Zakopanem, a także m.in. Polskie Towarzystwo Tatrzańskie, Związek Podhalan i wiele innych organizacji. Po wyborach do tego grona dołączyli parlamentarzyści na czele z panią poseł Jagną Marczułajtis Walczak, która w Sejmie jest liderem grupy posłów zaangażowanych w tę sprawę. Natomiast na forum Senatu skutecznie działają senatorowie prof. Stanisław Hodorowicz i Łukasz Abgarowicz. Ale rzecznikami sprawy są nie tylko parlamentarzyści z Małopolski.

Jeśli chodzi o zainteresowanych kupnem PKL, wszyscy mówią o firmie z Bratysławy, która nota bene popełniła chyba falstart. W ubiegłym roku w „Nosalowym Dworze” odbyło się spotkanie, podczas którego firma TMR prezentowała swój dorobek. Wysłuchałem tego wystąpienia z zainteresowaniem, bo sam jestem klientem stacji narciarskich TMR, jeździłem na Chopoku dziesiątki lat przed powstaniem TMR, to obok Kasprowego od czasów studenckich mój ulubiona góra. Uważam, że w Europie Środkowej, poza Alpami, nie ma lepszego miejsca do uprawiania narciarstwa. Natomiast po spotkaniu w „Nosalowym Dworze” członek Rady Nadzorczej TMR, pan Jan Komornicki rozpowszechnił tekst „Fakty i mity o prywatyzacji PKL na tle doniesień prasowych”, które rozesłał m.in. mediom i wynajętym agencjom, którym zlecono promocję TMR na terenie Polski . Pozwala sobie w tym piśmie na atakowanie osób publicznych z naszego terenu. Czytamy w nim np.: „Czy paniczny strach przed konkurencją nie jest dziedzictwem z przeszłości? A może przypadkiem aktywność w zwalczaniu słowackiej konkurencji przez zakopiańskiego radnego Andrzeja Hyca czy co gorsza posła Andrzeja Guta Mostowego nie wynika z obawy o los własnego biznesu? Pierwszy ma szkółkę narciarską i wyciąg na Gubałówce, dugi – kolej krzesełkową w Witowie”. Dostało się i mnie, zaatakowany został Paweł Skawiński – dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego.
To m.in. z powodu tego typu zachowań nie traktuję do końca poważnie zamiarów tej firmy.
Czy zagraniczna grupa finansowa, która chce kupić spółkę PKL dysponująca quasi monopolem na terenie polskich Tatr powinna zaczynać promocję swojej oferty od ataku na osoby publiczne działające z mandatu lokalnej społeczności? Wiem natomiast z różnych dostępnych źródeł, że prywatyzacją PKL były zainteresowane także inne firmy, np. KGHM.
Jeżeli nabywcą będzie firma branżowa, zajmująca się kolejami linowymi, to dla PKL lepiej. Natomiast jeśli będzie to typowy finansowy inwestor, który kupuje akcje i chce na nich uzyskać odpowiednią stopę zysku, to może być niekorzystne, bo nie będzie czuł tych wszystkich, także misyjnych wobec narciarstwa, specyficznych uwarunkowań i obowiązków. Bo na Kasprowym przychody są z przewozu kolejką, natomiast utrzymanie tras narciarskich to już koszty.
Natomiast najbezpieczniej będzie, gdy właścicielem pozostanie firma państwowa, publiczna. To gwarantuje ciągłość utrzymania tradycji narciarskiej. Przy firmie nastawionej stricte na zysk niekoniecznie tak musi być. Firma prywatna mogłaby pod pretekstem, że nie może dogadać się z Parkiem i ekologami zamknąć trasy narciarskie i zaniechać modernizacji Goryczkowej.
Jest też wątpliwość, czy w ogóle prywatyzacja PKL jest dopuszczalna. Zgodnie z ustawą z dnia 6 lipca 2001 roku o zachowaniu narodowego charakteru strategicznego zasobu skarbu państwa, zasoby przyrodnicze parków narodowych należące do skarbu państwa nie podlegają przekształceniom własnościowym. Dysponujemy opinią prawną, z której wynika, że gdyby doszło do przekształceń własnościowych na terenie parku, oznaczałoby to złamanie ustawy. Jest nawet precedens w postaci wyroku Sądu Najwyższego w podobnej sprawie dotyczącej Połoniny Wetlińskiej i schroniska „Chatka Puchatka” na terenie Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Sąd Najwyższy uchylił wyrok sądu niższej instancji, ponieważ nastąpiło przekształcenie własnościowe tego terenu.
Poza wszystkim: przedwojenne koleje linowe są pomnikami polskiej kultury technicznej i dbałości ówczesnego państwa polskiego o rozwój turystyki i narciarstwa. Przed wojną Zakopane jako stacja narciarska było porównywalne z Davos, czy St. Moritz. Dysponowało podobną ilość kolei i tras narciarskich oraz wystarczającą infrastrukturą. To w Zakopanem były Narciarskie Mistrzostwa Świata, które dwukrotnie rozgrywano na Kasprowym Wierchu w latach 1929 i 1939. Obiekty architektoniczne – górna i dolna stacja kolei na Kasprowy Wierch, stacja na Myślenickich Turniach, czy w budynki w Krynicy to jedyne tego typu obiekty związane z II Rzeczypospolitą, ocalałe po wojnie. Są częścią kultury narodowej i powinny podlegać ochronie.
Podkreślić także należy, prywatyzacja PKL oznacza prywatyzowanie obszaru TPN. Tymczasem od dziesiątków lat realizowana była strategia nabywania gruntów prywatnych, by obszary parków narodowych w jak największym procencie należały do państwa. Chodziło o to aby szczególnie cenne przyrodniczo obszary były chronione i by zagwarantować udostępnianie tych obszarów coraz większym rzeszom turystów. Własność państwowa jest więc w tym przypadku pożądana i wskazana. Natomiast na skutek prywatyzacji PKL nastąpi odwrócenie wieloletniego kierunku polityki przekształceń własnościowych: część obszaru parku narodowego zostanie sprywatyzowana. Tymczasem tereny te były już niegdyś prywatne. Zostały wywłaszczone w celu utworzenia parku, a nie dla umożliwienia prowadzenia interesów prywatnej firmie, która może być konkurentem dla tych następców prawnych wywłaszczonych dawnych właścicieli. Oni też mają swoje firmy, niestety muszą prowadzić działalność gospodarczą poza obszarem Tatr. Nowy właściciel na zabranych im kiedyś gruntach będzie teraz prowadzić konkurencyjną wobec nich działalność. To jest nieuczciwe. Państwo stawia się tu w roli pasera.
Podsumowując - na ten temat prywatyzacji PKL powinna odbyć się poważna ogólnonarodowa, publiczna dyskusja. Jeśli społeczeństwo poprzez swoje reprezentatywne grona uzna, że prywatyzacja to właściwe, rozwiązanie to zapewne to tej prywatyzacji dojdzie. Ja w każdym razie będę przeciwny do końca prywatyzacji w wydaniu proponowanym przez Zarząd PKP.

- W jakich formach taka dyskusja powinna się pana zdaniem odbyć?

- Bardzo różnych. Miejscem takiej dyskusji na pewno jest Parlament - posłowie są reprezentantami społeczności lokalnych. Dyskusja może być prowadzona w mediach; możliwe są np. debaty z wykorzystaniem portali społecznościowych. Jest to temat, do którego większość społeczeństwa ma określony stosunek. Narciarstwo, Tatry. Kasprowy Wierch – to nie są sprawy Polakom obojętne.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Agnieszka Szymaszek