Menu

Współpraca

Zaloguj się

Jeżeli nie posiadasz jeszcze konta w naszym serwisie, zarejestruj się już teraz.
Zapomniałeś hasło? Kliknij tutaj.

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać na adres e-mail najświeższe wiadomości z naszej strony, wpisz go poniżej.

Prywatyzacja PKL

Jesteśmy w blokach startowych

Fot. Agnieszka SzymaszekRozmowa z Adamem Bachledą-Curusiem, współzałożycielem firmy Bachleda Grupa Inwestycyjna. W latach 1995 – 2001 był burmistrzem Zakopanego. W rankingu magazynu „Wprost” znajduje się na liście 100 najzamożniejszych Polaków.

- Czy potwierdza pan informację, że zamierza pan kupić Polskie Koleje Linowe?

- Potwierdzam, że Bachleda Grupa Inwestycyjna przygotowuje się do złożenia oferty kupna Polskich Kolei Linowych. Motorem jest mój syn Andrzej Bachleda-Curuś – prezes Zarządu Bachleda Grupy Inwestycyjnej, we współpracy z Szymonem Bachledą – absolwentem Harvardu.

- Kiedy może to nastąpić i czy spodziewa się pan sporej konkurencji?

- O prywatyzacji jest głośno od przeszło roku. Zainteresowanie zakupem deklarowała słowacka firma Tatra Mountain Resorts, ale z do przetargu nie doszło. Na chwilę obecną wiadomo, że pod koniec września ma ostateczne zostać ogłoszony przetarg. Do złożenia takiej oferty przygotowujemy się od ponad pół roku, oczywiście nie sami, tylko wspólnie z naszymi inwestorami. Czy będzie duża konkurencja? Nie wiem. Myślę, że Słowacy nadal zamierzają złożyć ofertę. Czy pojawi się jeszcze ktoś z Polski – nie umiem powiedzieć. Z inicjatywy Rady Miasta Burmistrz Miasta Zakopane powołał spółkę Polskie Koleje Górskie i także czyni pewne kroki. Uważam to za bardzo dobry kierunek, natomiast mocno spóźniony. Bo jeżeli we wrześniu nastąpi ogłoszenie prywatyzacji, a spółka powstała w czerwcu, to trudno sobie wyobrazić, żeby była w stanie w tak krótkim czasie zgromadzić takie fundusze.

- Wspomniał pan, że Grupa Inwestycyjna Bachleda przygotowuje się do złożenia oferty wspólnie z innymi inwestorami. O kim mowa?

- Podjęliśmy się zorganizowania zaawansowanej struktury finansowania. Szukamy potencjalnych inwestorów, partnerów. Są to zarówno banki polskie jak i prywatne osoby. Nasza oferta będzie szeroka. Ważne jest to, co napisałem również do pana Burmistrza Zakopanego: naszą wolą nie jest konkurowanie z Miastem, natomiast obserwując stosunkowo wolne tempo podejmowanych działań zdecydowaliśmy o przygotowaniu własnej opcji zakupu, by być gotowym na godzinę 0, ponieważ nie wyobrażamy sobie, aby tak kultowe z punktu widzenia tradycji i historii oraz strategiczne dla całego Podhala i Zakopanego przedsiębiorstwo, jak Polskie Koleje Linowe, mogło zostać przejęte przez zagraniczny kapitał, i żebyśmy my - górale, zakopiańczycy, Podhalanie - stracili kontrolę nad rozwojem i prawidłową eksploatacją tego majątku.

- Jeśli Grupa Inwestycyjna Bachleda kupi PKL, jakie będą dalsze plany związane z przedsiębiorstwem?

- Plany są uwarunkowane naszą rzeczywistością i obowiązującym porządkiem prawnym. Wiadomo, w jakim terenie się poruszamy, i wiadomo, że jeżeli chodzi o kultową górę Kasprowy Wierch – poza pewną modernizacją – na wielki rozwój nie możemy liczyć, wszyscy wiemy, że nie jest on możliwy. Natomiast są duże możliwości w zakresie rozwoju sfery narciarskiej w innych miejscach Zakopanego, gdzie prowadzenie działalności w żaden sposób nie zagrozi przyrodzie. Myślę tutaj przede wszystkim o Paśmie Gubałowskim. Moim zdaniem Zakopane powinno dążyć do tego, żeby było dostępne dla dużej części polskiego społeczeństwa. Nie powinno być bardzo elitarne, ponieważ nie możemy zaproponować tego, co mogą zaoferować Alpy, czy inne wysokie góry. Mamy ograniczone możliwości. Zakopane powinno być miejscem rodzinnego wypoczynku zarówno letniego jak i zimowego, dostępnym dla każdego mieszkańca Polski.
Jest też drugi bardzo ważny element: niezmiennie stoję na stanowisku, że idea Zimowych Igrzysk Olimpijskich powróci. Polska rozwija się w sposób niezrównoważony. Dużo dzieje się na północy, natomiast południe jest zaniedbane. Można by tu wymieniać „zakopiankę”, przestarzałą infrastrukturę, można mówić o Centralnym Ośrodku Sportu, który, odkąd moja pamięć sięga, jest w wiecznym remoncie. Nigdy tych pieniędzy w stronę południa od strony rządowej nie było na tyle, żebyśmy mogli podnieść walory tego regionu. Idea Igrzysk dojrzeje i wróci. Nie wyobrażam sobie, by wówczas PKL nie był pod zarządem czy pod kontrolą rodzimego kapitału. Bo to tak, jakbyśmy przed Euro sprzedali stadion narodowy Ukrainie. Oczywiście obecnie Igrzyska będą miały zupełnie inny wymiar. Byłyby to igrzyska organizowane na terenie Polski i Słowacji. Wszystkie konkurencje wymagające dużych przewyższeń byłyby organizowane po słowackiej stronie, gdyż Słowacy mocniej ingerują w przyrodę tatrzańską i są do tego przygotowani inwestycyjnie. Natomiast my moglibyśmy być wtedy partnerami. Natomiast jeśli PKL zostanie sprzedany w obce ręce – nic nie będziemy mieć do powiedzenia.

- Kiedy pana zdaniem idea zorganizowania Zimowych Igrzysk Olimpijskich na tym terenie może wrócić - już w formie konkretnych planów, wniosków o ubieganie się o organizację igrzysk?

- Bardzo daleko jestem w tej chwili od kwestii politycznych i samorządowych, ale wiem, że pisma w tej sprawie już do Pana Premiera zostały złożone. Zostałem o tym poinformowany przez pana Kazimierza Barczyka, przewodniczącego Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Małopolski i radnego Sejmiku Małopolskiego (chodzi o ideę zorganizowania Zimowych igrzysk Olimpijskich w Polsce i na Słowacji w 2026 roku – przyp. red.). Jeśli wyjdziemy z taką inicjatywą, mądrzejsi o tamto doświadczenie z przeszłości (starania o zorganizowanie Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2006 r. – przyp. red.), które wyprzedziło epokę, jest szansa jej realizacji. I za tą ideą ściągniemy w nasze strony promocję, kapitał, uporządkowanie terenu i zrównoważony rozwój.
Góra Kasprowy Wierch jest symbolem. To kultowe miejsce dla każdego Polaka. Są 2 takie szczyty: Giewont i Kasprowy. Jeden ważny ze względów duchowych, drugi – sportowych. Oddać coś takiego – to zwykła nieodpowiedzialność. My jako Bachleda Grupa Inwestycyjna, która siedzibę ma w Zakopanem – myślimy pokoleniowo. Uważamy, że takie dobro absolutnie należy utrzymać w polskich rękach. Trzeba podjąć wysiłek – choć może nagle wpłynie oferta z dajmy na to z Argentyny, która przebije wszystkie inne – ale warto spróbować! Zakopane nie byłoby zimową stolicą Polski gdyby nie PKL. Od blisko 100 lat miejsca takie, jak Gubałówka i Kasprowy Wierch kreują wizerunek Zakopanego. Ludzie przyjeżdżają tu ze względu na tradycję, kulturę, dobrą kuchnię, ale każdy prędzej czy później chce się zmierzyć z narciarstwem i Kasprowym Wierchem.

- W ostatnich latach główne trasy w masywie Gubałówki są jednak zamknięte.

- Kiedy pełniłem funkcje samorządowe w Zakopanem, zawsze z panem Dyrektorem Byrcynem dogadywaliśmy się i Gubałówka nigdy nie była zamknięta. Jestem przekonany, że jeśli Bachleda Grupa Inwestycyjna będzie zarządzać PKL-em, z rodziną Byrcynów dogadamy się i Gubałówka zostanie odblokowana.

- A Kasprowy? Wspomniał pan na wstępie, że respektuje zastany stan rzeczy, jeśli chodzi o ochronę przyrody, czyli niemożność inwestowania, jedynie możliwość modernizacji.

- Żyjemy w pewnym porządku prawnym – doświadczyłem tego pełniąc funkcje samorządowe oraz funkcję Przewodniczącego Kandydatury Zakopanego do Organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich Zakopane 2006 i z pewnym faktami musimy się pogodzić. I być może dzięki Bogu, bo jeśli dziś ktoś pojedzie na słowacką stronę Tatr, to zaczyna być lekko zdegustowany urbanizacją gór. Oczywiście Słowacy mają większe możliwości ze względu na fakt, iż na ich terenie położona jest większość obszarów górskich Tatr i turysta ma tutaj więcej możliwości wyboru. Dziś sytuacja według mojej oceny jest taka, że musimy się poruszać w ramach zastanej sytuacji, ale to, co posiadamy można na tyle zmodernizować, by odpowiadało potrzebom XXI wieku. Głównie myślę o kwestii modernizacji kolei w Kotle Goryczkowym. Tu konieczne jest znaczne unowocześnienie, oczywiście w pełnym porozumieniu z Tatrzańskim Parkiem Narodowym, i myślę, że jest to w pełni możliwe. Natomiast daleki byłbym od roztaczania wizji rozwoju narciarstwa na stokach Kasprowego. W tej chwili to nie wchodzi w rachubę i nie ma co wyważać zamkniętych drzwi. Z taką sytuacją trzeba się z tym pogodzić, natomiast oczywiste jest że należy rozwijać narciarstwo w Zakopanem. Najlepszym przykładem jest działalność spółki Dorado, która potrafiła zagospodarować niewielki fragment zbocza Gubałówki i świetnie funkcjonuje. Podobnych obszarów na południowych stokach Gubałówki jest kilka, nie mówiąc o stronie zachodniej, która w ogóle jest niewykorzystana. Jej zagospodarowanie byłoby wielką szansą na ożywienie regionu. Myślę, że nad tym tematem warto się pochylić. Nie mówię oczywiście o narciarstwie wyczynowym, tylko o narciarstwie rodzinnym, gdyż – tak jak wcześniej wspomniałem -widzę przyszłość Zakopanego jako zimowej stolicy dla polskich rodzin - tych, które nie zawsze stać na wyjazd do Austrii, która jest mocno reklamowana, czy na Słowację, gdzie po wprowadzeniu Euro jest za drogo. Chciałbym, aby nasze polskie dzieci, nasze polskie rodziny mogły przyjechać do Zakopanego i spędzić czas na nartach, niekoniecznie ekstremalnie. Dla tych, którzy potrzebują wersji ekstremalnej mamy Nosal, czy Kasprowy My chcemy umożliwić przyjemne i aktywne spędzenie czasu na nartach rodzinom z dziećmi. Do tego celu pasmo Gubałówki znakomicie się nadaje.

- Jakie ma pan plany czy wizje, jeśli chodzi o obiekty PKL-u poza Zakopanem?

- Moje wizje to na razie wróżenie z fusów. Lubię się wypowiadać na temat konkretów, natomiast w tym przypadku na razie jesteśmy przed ogłoszeniem przetargu i na to jest za wcześnie.

- Jednak skoro chce pan wystąpić z ofertą, z pewnością ma pan plany wobec tych obiektów.

- PKL oprócz kolei w Zakopanem ma także ośrodki w Krynicy, Szczawnicy, Mosornym Groniu i na Górze Żar. Myślę, że każdy z tych obiektów powinien być bardzo indywidualnie potraktowany. Niektóre są ośrodkami narciarskimi, inne – narciarsko – turystycznymi o charakterze rekreacyjnym. Myślę, że krynicka gondola, która powstała dzięki zaangażowaniu lokalnej społeczności za czasów burmistrza Golby, to obiekt wart ciągłego rozwijania. Nie zamierzamy konkurować z tym projektem. Kolej należąca w Krynicy do PKL-u ma zupełnie inny charakter. Jeśli chodzi o Szczawnicę, to moim zdaniem niezbędne będzie dokonanie dogłębnej analizy sytuacji wspólnie z tamtejszymi władzami. Góra Żar – bez komentarza. Wspaniały obiekt, tylko chuchać, dopieszczać, i w miarę możliwość rozwijać. Mosorny Groń wymaga dużych nakładów marketingowych, wypromowania i budowy dalszej infrastruktury.

- Czy widzi pan możliwość współpracy ze spółką Polskie Koleje Górskie, powołaną z inicjatywy Miasta Zakopane?

- Z inicjatywy pana Przewodniczącego Rady Miasta Jerzego Zacharko zostałem zaproszony na spotkanie, z udziałem przedstawicieli samorządu oraz innych gości. Wyraziłem na nim swoją opinię, iż bardzo żałuję, że takie spotkanie nie odbyło się w marcu, tylko w lipcu, gdy my już, że tak powiem, jesteśmy w blokach startowych w kwestii złożenia oferty. Zaskoczony byłem, nie tylko tym, że mnie zaproszono, ale także tym, że w sierpniu rozmawiamy o czymś, co odbyć się ma już we wrześniu. Zadeklarowałem, że jak najbardziej jestem zainteresowany współpracą. Mogę powiedzieć więcej: Rada Miasta wyraziła wstępną opinię, że będzie popierać każdą lokalną inicjatywę, więc rozumiem, że naszą również. Współpraca tak, jak najbardziej tak. Mając jednak doświadczenie samorządowe zdaję sobie sprawę, że spółka powołana przez samorząd zawsze będzie trochę na straconej pozycji, jeśli chodzi o zarządzanie tak wielkim przedsiębiorstwem - jest ograniczona określonymi ustawami i przepisami. Nie wiem również, czy formuła wybrana przez Radę i pana Burmistrza jest tą optymalną. Niezależnie od tych wątpliwości jesteśmy otwarci na współpracę. Problem polega jednak na tym, że jeżeli sytuację porównamy do biegu na 100 metrów, to my jesteśmy na 90 metrze, a Miasto na 10. Widzę więc możliwość współpracy, tylko problem polega na tym, że my dzisiaj widzimy metę, a PKG zaczyna ten bieg. Zadeklarowałem, że jeżeli kupimy PKL, to odsprzedamy zainteresowanym samorządom akcje i przygotujemy również ofertę dla mieszkańców Podhala. O szczegółach nie będę teraz mówił, bo trudno sprzedawać coś, czego się nie ma. Nie da się powiedzieć komuś: „proszę mi dać 100 zł, bo może ja kupię PKL”. Jeśli faktycznie zrealizujemy zakup PKL, chcemy przede wszystkim, aby pozostało własnością lokalnej społeczności i tutejszych inwestorów oraz było zrządzane przez przedstawicieli lokalnej społeczności. Tak się złożyło, że mamy możliwości, by zgromadzić wokół siebie kapitał i zarządzać nim, podjęliśmy się więc realizacji tego przedsięwzięcia widząc brak społecznego zainteresowania, a w zasadzie możliwości. Nie wykluczam wspólnej oferty z PKG, choć wypracowanie jej może być trudne ze względu na formułę spółki. Wystarczy spojrzeć na udziały miasta w prywatyzowanej spółce Polskie Tatry. Miasto nie potrafiło wystarczająco zabezpieczyć swojej pozycji i teraz udziały samorządu są śmieciowe. Miasto, które nie potrafi zabezpieczyć w sposób właściwy swoich praw, porywa się na zorganizowanie kapitału na zakup przedsiębiorstwa o charakterze strategicznym, które zatrudnia 200 osób!

- Jakiego rzędu kapitał będzie potrzebny, by być liczącym się oferentem?

- Trudno powiedzieć – nie ma jeszcze ogłoszenia. Nie wiemy też, jaką Skarb Państwa taktykę zastosuje. Czy opierać się będzie na wycenie, czy też poda swoją cenę. Mówi się o różnych kwotach, skalach - trzeba być elastycznym. Pewne dane ekonomiczne i finansowe są ogólnie dostępne i wydaje się, że oczekiwana kwota nie powinna przekraczać pewnego biznesowo uzasadnionego poziomu, bo w przeciwnym razie nikt nie złoży oferty. Chyba że Słowacy są tak zdeterminowani, że biorą pod uwagę możliwość złożenia oferty powyżej rynkowego uzasadnienia. Na to wpływu nie mamy. Natomiast najgorsze, co mogłoby się stać dla Podhala i Zakopanego, to gdyby mieszkańcy utracili kontrolę nad zarządzaniem tą spółką. W sytuacji przejęcia PKL przez obcy kapitał łatwo wyobrazić sobie następujący scenariusz: „skoro na Gubałówce są trudności z rodziną Byrcynów, a na Kasprowym z TPN-em – to zimą nie jeździmy! Zamykamy trasy na zimę.” I co wtedy? Czym stanie się Zakopane? Czym to zastąpimy? Trzeba będzie wtedy lat, i to liczonych w dziesiątkach, żeby odzyskać dzisiejszą pozycję.


- Dziękuję za rozmowę.



Agnieszka Szymaszek